Szukaj na tym blogu

sobota, 9 kwietnia 2016

Polecam do poczytania




Jest deszczowa sobota, leżę sobie w łóżku, patrzę przez okno na moknące drzewa, przetaczające się po niebie szare chmury, słucham gruchania nastroszonych od deszczu gołębi i cieszę się przyjemnością bycia tu i teraz, w moim prywatnym niebie. Przede mną laptop z dostępem do internetu, a więc do olbrzymiego wirtualnego świata opisującego ten równie wielki realny. W sieci jest wszystko, skarbnica informacji i wielka porażająca głupota, rzeczy wzniosłe warte zapamiętania i przepełnione brudem śmietnisko. Na szczęście to ode mnie zależy co wybiorę. Dzisiaj znalazłam piękny tekst Agaty Komorowskiej odpowiadający na pytanie, które zadaję sobie codziennie. I ze zdumieniem odkryłam, jak bardzo przemyślenia autorki są zbieżne z moimi. Zapisuję więc na blogu te słowa, żeby móc do nich jeszcze wrócić, żeby przesłać dalej ten wartościowy i ważny tekst. Pozdrawiam i życzę miłej lektury.

 *  *  *

  Gdzie do diabła szukać Boga?

„Na rozstaju dróg stoi dobry Bóg, on wskaże ci drogę” – śpiewa Feel, a ja nucę pod nosem kierując autem.
– A co to jest Bóg? – pyta Ada z tylnego siedzenia.
– To wielka, ogromna miłość. To największe dobro. Dzięki niemu tu jesteśmy i my i wszystko naokoło.
– A gdzie on mieszka?
– W tobie, we mnie, w tacie, w Aleksie i Krysku, w każdym człowieku, w słońcu i wietrze. Wszędzie.– To dlaczego go nie widzę?
– Bo jest jak powietrze. Powietrza też nie widać.
– A można go dotknąć?
– Nie, ale on dotyka Ciebie. Jak czujesz się taka bardzo szczęśliwa, czujesz wielką miłość, to wtedy Bóg Ciebie dotyka.
– A co to jest Duch?
– Duch to intuicja. Podpowiada Ci co jest dobre. Kiedy chcesz narozrabiać, a taki mały głosik mówi Ci żeby tego nie robić, to jest Duch.
– A duchy?
– Duchy i duszki są w bajkach.
– A co to jest piekło?
– Piekło robimy sobie sami. Jak nie słuchamy Ducha, ani Boga, jak nie jesteśmy dla siebie dobrzy. Jest nam wtedy bardzo, bardzo źle. To jest piekło.
No bo kim na litość boską jest Bóg? I gdzie do diabła go szukać? Jakoś ostatnio spotykam ludzi, którzy rozmawiają ze mną o Bogu. Jedni chcą zaciągnąć do Kościoła, inni po prostu opowiadają o swoim doświadczaniu Boga. A dla mnie Bóg to ja i ty, on i ona i oni wszyscy. Każdy z nas został stworzony na podobieństwo Boga. „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili” (Mt 25,40). Na próżno szukać Boga w Kościele, Fatimie, czy Lourdes. Jeśli pójdziesz tam nie niosąc Boga w sercu, nie znajdziesz go w żadnym z tych miejsc. Kościół to instytucja, taka sama jak Urząd Skarbowy, czy ZUS. Powstała wieki temu, była zmieniana i modyfikowana zależnie od panujących zwyczajów, układów politycznych i społecznych. Składa się z ludzi, którym daje władzę nad innymi ludźmi. W imię Boga rozgrzesza lub potępia, wszczyna wojny i niesie pokój. Uczy lęku przed silnym, wszechmogącym Bogiem. Gloryfikuje umartwianie się za życia, obiecując niebo po śmierci. Jeśli więc dopiero po śmierci mamy być szczęśliwi, to dlaczego wszyscy, tak kurczowo trzymają się życia? Dlaczego w obliczu zagrożenia tak rozpaczliwie o nie walczymy? Jeśli dopiero po drugiej stronie czeka na nas Bóg, to dlaczego po prostu nie odejść? Dlaczego żaden wierzący otrzymując diagnozę śmiertelnej choroby nie wykrzykuje z entuzjazmem “Nareszcie! Na to czekałem całe życie!”.
Dlaczego Ci co deklarują największą wiarę w Boga mają posępne twarze i smutne oczy? Dlaczego katecheci i katechetki, których spotkałam w szkołach i poza nimi to jedni z najsmutniejszych, najbardziej odpychających i niechętnych dzieciom ludzi? Przepraszam jeśli kogoś uraziłam, ale na swojej drodze spotkałam tylko jednego prawdziwego katechetę, który uczył mnie w szkole średniej, w Kanadzie, ale on był świeckim nauczycielem religii. Miał rodzinę i dzieci. Szanował każde zdanie, każdy pogląd każdego młodego człowieka. Czy ci, którzy okrzykują się przedstawicielami Boga nie powinni być sami wzorem cnót, które głoszą? Po co władza, bogactwo i potęga? Po co straszyć ludzi piekłem? Człowiekiem zastraszonym łatwiej się manipuluje, łatwiej rządzi. Ludzie zastraszeni są jak stado owiec, które można wysłać na śmierć w imię Boga, czy Allaha .
Kiedy Krystian urodził się z zespołem Downa, zwróciłam się do Boga jak każdy Katolik w takiej sytuacji. Powtarzałam litanie, koronki i inne modlitwy. Błagałam o to, by Krystian okazał się normalnym chłopcem. Dwa dni po wyjściu ze szpitala pojechaliśmy do Częstochowy. Obolała po cesarce, przeszłam na kolanach całą trasę za świętym obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej. Przeprowadzałam różnego rodzaju negocjacje z Bogiem. “Nigdy już nie kupię sobie drogich kremów, oddam na biednych”, albo “Zostanę honorowym dawcą krwi”. Bóg jednak był nieugięty. Za nic na świecie nie chciał zabrać Krystianowi tego jednego, jedynego przeklętego chromosomu, a to przecież pestka dla Boga. Zgodnie z treścią modlitw, „On nigdy nie odmawia proszącym”, a ja tak bardzo prosiłam, błagałam, wierzyłam… Kto jednak do cholery napisał te modlitwy? Kto u licha ma taką pewność, że Bóg nikomu nie odmawia? Poszłam do kościoła, szukałam pocieszenia u księży, spowiadałam się, wyłuskiwałam najdrobniejsze nawet przewinienia i otrzymywałam rozgrzeszenie. Podczas każdej spowiedzi mówiłam o moim chorym dziecku. Usłyszałam wiele porad, typu “Kochaj go i tak”, ale ja go kochałam! “Wierz w to, że będzie zdrowy”, ale ja wierzyłam i to był cały problem. Nikt mi nie powiedział „Kochana, nie obawiaj się. Bez względu na to co się stanie, jakie twoje dziecko będzie, dasz radę. Uwierz w siebie, uwierz w to dziecko, nie próbuj go zmieniać, bo on przyszedł do ciebie z jakiegoś powodu. I kiedy przestaniesz z tym walczyć, będziesz szczęśliwa, bez względu na to czy twój syn ma 46, czy 47 chromosomów. Twoim zadaniem nie jest go naprawiać, a wspierać w tym, by mógł istnieć i być najlepszym i najszczęśliwszym Krystianem pod słońcem. Do tego potrzebna jest tylko akceptacja, bezwarunkowa miłość i wiara, ale nie w zmianę, tylko w słuszność tego co jest.”
Co niedzielę chodziłam do kościoła. Patrzyłam na dziesiątki ludzi stojących obok mnie. Wystrojonych, obojętnych, z nieobecnym spojrzeniem. Od czasu do czasu, jakaś pani strofowała mnie żeby uciszyć dziecko… Obserwowałam twarze wiernych i zastanawiałam się o czym teraz myślą. Mechanicznie poruszali ustami, mamrotali pod nosem smętne pieśni, ale ich dusze, serca i umysły były gdzieś indziej. O, ta pani obok, pewnie myśli o tym co ugotować na obiad. Tamten pan ma chyba jakiś problem w pracy… I tak dalej… A w międzyczasie tylko mechaniczne ruchy ręki na znak krzyża i ćwiczenia klęknij-powstań. Z otępienia wyrywa ludzi komunia. Wtedy można zobaczyć, czy sąsiadka nagrzeszyła. A ten sąsiad, co każdy przecież wie co robi w sobotnie wieczory, jednak idzie do komunii. A to kłamczuszek jeden. Ten to będzie się smażył w piekle… W tym czasie następuje cicha zmiana miejsc. Mniej cierpliwi nie wracają do ławek, stają w dołkach startowych z tyłu kościoła. Błogosławieństwo na koniec mszy, to sygnał do startu. I wtedy, nie ma przebacz, kto pierwszy dostanie się do auta, ten ma szansę wyjechać bez stania w korku. Jeśli nie zdążysz, stoisz. Wszyscy na siebie trąbią, pokrzykują, przeklinają… Boże, czy Ty to widzisz? Czy ci ludzie właśnie opuścili Twój dom, po godzinnym przyjęciu na Twoją cześć, po wysłuchaniu Twoich nauk o miłości bliźniego, przebaczaniu, pomocy…
Przestałam chodzić do kościoła. Przestałam klepać bezmyślnie różaniec, bo przez ile zdrowasiek można się tak uczciwie skupić na modlitwie? Przy której nasze myśli zaczynają podążać w stronę garów, prania i dzieci…
Boga odnalazłam bliżej niż mi się zdawało. Widzę go we wschodach i zachodach słońca, kroplach rosy, kwiatach, chmurach, a przede wszystkim w ludziach, których spotykam na swojej drodze. W Tobie Siostro, z którą obchodzę urodziny, w Tobie Przyjaciółko z którą nie muszę nawet rozmawiać, żeby wiedzieć co czujesz, w Tobie i w Tobie i w Tobie. Spotkałam go nawet wczoraj w moim domu. Moje życie jest moją modlitwą. Nie muszę chodzić do kościoła, bo odnalazłam Boga w sobie. Nie jest to Bóg ani katolicki, ani arabski, ani hinduski, ani żaden inny. Czym zatem jest wiara w Boga? To akceptacja życia takiego jakim jest. To co się dzieje w naszym życiu jest ani dobre, ani złe. To zwyczajnie JEST. Od Ciebie zależy jaką barwę temu nadasz. Czy będziesz widzieć wszystko w czerni, czy w kolorach tęczy. Dlaczego ludzie w jednym mieście, w jednym bloku, w jednym pomieszczeniu, w jednej rodzinie postrzegają te same zdarzenia w tak odmienny sposób? Rozmawialiście z rodzicami dzieci poważnie chorych, z ludźmi chorymi na raka? To często jedni z najszczęśliwszych ludzi na ziemi. Choroba sprawiła, że wyszli z obranych wcześniej torów, musieli poznać siebie i dotknąć innych ludzi. Dopiero chorując zaczęli naprawdę żyć..
Bóg to ja, ty i ten facet pod budką z piwem. Wierząc w siebie, wierzę w Boga, kochając siebie, kocham Boga, akceptując siebie, akceptuję Boga. Dotykając innych, dotykam Boga. Krzywdząc innych, krzywdzę Boga. Żyjąc zgodnie z moim sumieniem, żyję zgodnie z wolą Boga. I już niczego nie muszę się bać, bo niebo jest tutaj, nie muszę na nie zasługiwać. A piekło? Piekło tworzymy sobie sami z naszych lęków, uprzedzeń, „nie mogę” i „muszę”. 
I jeśli komuś się zdaje, że właśnie okrzyknęłam się Bogiem, że cały ten tekst to jedno wielkie bluźnierstwo, to nie zrozumiał ani jednego słowa. Dzisiaj mam dla Boga więcej uwielbienia i więcej pokory niż kiedykolwiek wcześniej. I wiem, że na rozstaju dróg zawsze wskaże mi właściwą drogę. Po prostu posłucham mojej intuicji.
„Jeśli jesteś prosty, kochający, otwarty, dostępny wytwarzasz wokół siebie raj. Gdy jesteś zamknięty, wiecznie się bronisz, ciągle boisz się, że ktoś pozna twoje myśli, twoje marzenia, twoje perwersje – to jakbyś żył w piekle. Piekło jest w tobie – niebo również. Nie są one miejscami geograficznymi, lecz przestrzenią duchową” – OSHO
„There is no need for temples, no need for complicated philosophies. My brain and my heart are my temples; my philosophy is kindness.” – DALAI LAMA
„Nie trzeba wierzyć w Boga, żeby być dobrym człowiekiem. Nie trzeba w niego wierzyć tak, jak powszechnie rozumiemy jego postać. Człowiek może być uduchowiony, ale nie religijny. Nie musisz chodzić do kościoła i dawać pieniędzy. Dla wielu ludzi kościołem może być nawet natura. Wielu wspaniałych ludzi w historii ludzkości nie wierzyło w Boga. A inni czynili zło w Jego imię.” – PAPIEŻ FRANCISZEK
                                                             http://agatakomorowska.pl/gdzie-do-diabla-szukac-boga/


 
                                                         obrazek złowiony w sieci

29 komentarzy:

  1. Jaki pelni glebi jet ten post.
    Przyszlam od Star.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi Cię widzieć, rozgość się. Agata Komorowska to człowiek z mojej bajki, lubię takich ludzi, dlatego na blogu znajdziesz więcej takich tekstów.

      Usuń
  2. Az mi sie cos w duszy roztanczylo. Pięknie to napisalas. Ja tez od Star przyszlam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj, rozgość się i czuj się jak u siebie.

    OdpowiedzUsuń
  4. I ja przyszłam od Star. I zostanę. Pięknie tutaj :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że podoba Ci się mój blog i chcesz zostać na dłużej.

      Usuń
  5. Podzielam ten pogląd w całości. Szkoda tylko, że tak mało jest tych o takim właśnie podejściu do życia. Pisz dalej bloga, powinnaś, przecież nie zaprzestałaś myśleć.
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No... nie przestałam myśleć, ale jakoś chęć do pisania sama mi przeszła. Jednak teraz, za namową Star i kilku wiernych Czytelniczek z grona znajomych, dojrzewam do składania literek na nowo. Fajnie jest dzielić się z innymi swoim odbiorem świata i spotykać wielu myślących podobnie ludzi. Miło mi, że tu jesteś

      Usuń
  6. Morda mi sie smieje, gdyby nie uszy to pewnie by mi sie otworzyla na okraglo.
    Bardzo, ale to bardzo sie ciesze, ze wrocisz do pisania:D:D
    Nie chcialam tu pisac nic pierwsza, ale widze, ze na dziewczyny moge zawsze liczyc.
    Dziekuje Wam za powyzsze komentarze i wierze, ze bedzie ich wiecej a przede wszystkim wierze, ze Basia wroci na blogowe lono!!!!
    A teraz wyruszam na lono natury, dzis lekko, bo po wczorajszym dniu ledwie zyje;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się cieszę się, że ktoś chce czytać co mam do powiedzenia, a Tobie stukrotnie dziękuję za dobre słowo i rekomendację bloga. Też nie spodziewałam się takiego odzewu, ale tym bardziej mi miło. Niedługo się odezwę, bo najbliższe dni mam bardzo zajęte. Pod koniec tygodnia moje życie bardzo się odmieni, ale o tym opowiem jak przyjdzie czas. Baw się dobrze na łonie i wracaj szczęśliwie do domu. Buziaki.

      Usuń
  7. I ja zajrzałam od Star! :) Z przyjemnością zostanę na dłużej :) Pięknie piszesz.

    OdpowiedzUsuń
  8. Odwodnik napisała komentarz:

    Dialog taki, że aż się zastanowiłam, czy to nie mnie z matką u lekarza widziałaś. Z perspektywy czasu powiem, ze nie jest to proste. Zachowanie oczywiście podłe i okrutne, ale babon niekoniecznie wstrętny i bez serca. Babon nieszczęśliwy i nieumiejący kochać. – dotyczy posta: Oszczędzaj łez swoim dzieciom

    Niestety niechcący go usunęłam, za co przepraszam.

    A wracając do treści komentarza, to zgadzam się, że opisana przeze mnie kobieta, to nieszczęśliwy, pogubiony człowiek, ale bardziej szkoda mi córki. Żyjąc w takiej relacji traci się poczucie swojej wartości, poczucie bezpieczeństwa i radość życia. Dlatego tak ważne jest, aby pilnować się i nie przelewać swoich frustracji, rozczarowań, problemów na bliskich. Wiem, że nie jest to łatwe, szczególnie na starość, gdy życie bardziej nas boli, ale trzeba się starać. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. I ja od Star, ktora ma racje, mowiąc, żebyś wróciła do pisania:) Robisz to pięknie, dlatego z przyjemnością czytam Twoje notki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za dobre słowo i cieszę się, że moja pisanina sprawiła Ci przyjemność.

      Usuń
  10. Ja też przyszłam od Star :))
    Idę czytać :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi Cię widzieć. Mam nadzieję, że moja pisanina Cię nie zanudzi. Pozdrawiam.

      Usuń
  11. Kochana, córka to ja. Nie wiem jak tamta córka, ale ja odzyskałam poczucie własnej wartości, umiem kochać (w przeciwieństwie do matki) i jestem szczęśliwa (w przeciwieństwie do matki). Trochę mnie to kosztowało czasu i pracy nad sobą ale zyskałam samoświadomość i empatię. I nie trzeba mnie już żałować. Ja z tej relacji wyniosłam wiele dobrego tylko nie wprost. Musiałam się do tego dobrego dogrzebać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluję, bo to jest wielki sukces dać z siebie więcej dobra aniżeli się samemu dostało. Masz rację, że do dobrego trzeba się dogrzebać. Mnie moja trudna relacja mamą nauczyła zaradności i otwartości na innych ludzi. Jedną z osób, która rekompensowała mi to czego nie dostałam od mamy była kobieta, o której piszę tu: https://barbaraserwin.blogspot.com/2013/06/pani-bogumia-halama-w-mojej-pamieci.html

      Usuń
  12. Przyszlam od Star i porozglądam sie tu troche jeśli pozwolisz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście że pozwolę i jest mi bardzo miło, że chcesz poczytać co mi w duszy gra. Pozdrawiam.

      Usuń
  13. Bloger uparł się wycinać mi komentarze przy publikowaniu, więc znowu muszę gadać sama ze sobą. No to zaczynamy.
    Babaruda napisała:

    Zdumiewające jak podobne doświadczenia mamy... a to chyba był taki czas, kiedy codzienność zabierała naszym rodzicom zbyt dużo czasu i żałowali go nam... – dotyczy posta: Tak się zastanawiam jaka była a jaka jest moja pieśń...

    Masz rację, nasi rodzice starali się nas ubrać, nakarmić i przypilnować, żebyśmy sobie nie zrobili jakiejś krzywdy, a na rozkminianie psychologicznych zawiłości rozwoju dziecka nie mieli czasu ani wiedzy.

    Gosiek z UK napisała:

    Goethe górą :))) – dotyczy posta: Czasami opłaca się zejść z drogi

    Oczywiście że Goethe górą, dlatego staram się go naśladować. Chociaż przyznam, że nie zawsze potrafię tak błyskotliwie udowodnić głupiemu że jest głupi.

    Aga Słomka napisała:

    Ludzie kupują rzeczy, których nie potrzebują, za pieniądze, których nie mają, żeby imponować ludziom, których nie lubią... Takie smutne czasy... – dotyczy posta: Pytanie: marchewka czy nać?

    Dokładnie tak jak napisałaś. Szkoda, że ludziom aż tak brakuje refleksji nad tym co w życiu się liczy.

    Pozdrawiam wszystkich serdecznie i dziękuję za komentarze.

    OdpowiedzUsuń
  14. I ja przyszłam od Star i z przyjemnością zostanę licząc, że powrócisz do pisania. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, cieszę się, że do mnie zajrzałaś. Zbieram się, żeby na nowo zacząć pisać, a na razie polecam do czytania wcześniejsze wpisy.

      Usuń
  15. Dzień dobry. Przysiadłam tu na chwilkę z polecenia Star, ale chyba mi się ta chwilka przedłuży 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, będzie mi bardzo miło jak się u mnie zasiedzisz.

      Usuń
  16. Basiu, troche dlugo Cie nie ma, wiem, ze ponownie zostalas Babcia i to jest piekne i pewnie czasochlonne na poczatek. Ale... chcialabym wiedziec, ze wszystko w porzadku. Odezwij sie jak bedziesz mogla obojetnie gdzie, tu, u mnie lub na prive... gdziekolwiek.
    buziam i tesknie:**

    OdpowiedzUsuń
  17. Wpadłam do Ciebie przypadkiem i chyba zostanę, jeśli nie masz nic przeciwko temu. To, co napisałaś bardzo mi się podoba, bo zmusza do myślenia.

    OdpowiedzUsuń
  18. Rozgość się, zapraszam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń