![]() |
zdjęcie znalezione w sieci |
Poniedziałkowy plan nie wypalił i jest jak w tytule. A powinno mi się chcieć, bo zawartość dwóch
szaf wywaliłam na fotele i powinnam coś z tym zrobić. Wybebeszenie szaf
było spowodowane chęcią odstresowania stresującej sytuacji,
poprzez zajęcie się czymś pożytecznym, tudzież zawieszoną na klatce kartką o zbiórce
odzieży na cele charytatywne.
Niestety, utknęłam
prawie na starcie, bo jakoś szybko stwierdziłam, że (do wyboru) chce mi
się nic albo nic mi się nie chce. Jakie znaczenie ma inwentaryzacja i porządkowanie
mojej szafy wobec przygniatającej mnie beznadziei. Chodzę ciemną
doliną i wypatruję pocieszenia, spokoju, słońca. A tu nic, nawet pogoda oddaje
mój nastrój. Niebo płacze, błękitu jak na lekarstwo. Ja nie
płaczę, ale myśli mam szare i splątane. Wizyty w hospicjum przywołują niechciane wspomnienia, odsuwane jak
najdalej lęki, bolesne ślady na sercu i duszy.
Po dobrym początku
tygodnia wczoraj poległam i dzisiaj też melancholia łazi za mną
jak cień. Nowy betabloker zmaga się z moim problematycznym sercem,
obniżając i tak niskie ciśnienie. Mój ulubiony sercowy
doktor robi co może, żeby postawić mnie na nogi, ale ja ciągle
jakaś kulawa.
Nic to, pozbieram się
jakoś, bo … Nie wiem, bo co, ale wiem, że się pozbieram, bo tak trzeba. I
tylko tak okropnie mi się nie
chce........