Kończy się dzień, pełna słońca niedziela. Jestem bardzo zmęczona, ale to przyjemny rodzaj zmęczenia. Prawie cały dzień spędziłam na świeżym powietrzu. Nacieszyłam oczy wiosenną zielenią, nawąchałam się zapachu młodego lasu, posłuchałam ptasich głosów. Natura jest cudna – to banalne stwierdzenie, ale bardzo prawdziwe. Odpoczęłam, złapałam dużo dobrej energii a wieczorem znowu naszły mnie smętne myśli, z którymi musiałam sobie poradzić.
A zaczęło się od tego, że po późnym obiedzie pojechaliśmy z mężem na cmentarz. Wybieraliśmy się wczoraj, bo była piąta rocznica śmierci Teściowej, ale ze względu na paskudną pogodę przełożyliśmy wyjazd na dziś. Mimo późnej pory na cmentarzu było sporo ludzi. Głupio to zabrzmi, ale wiosną nawet cmentarz jest weselszym miejscem. Przy grobach nasadzone rządki bratków, różnokolorowe byliny, w wazonach zamiast sztucznych kwiatów tulipany, gałązki forsycji. Niestety grób Teściowej opuszczony i brudny. To już któraś z kolei rocznica, kiedy tylko my sprzątamy i zapalamy światło i sama już nie wiem, czy budzi to we mnie większy smutek czy niesmak. Jednak widziałam, że mężowi było przykro. Cóż rodzeństwa się nie wybiera, ale też uczuć nie da się wymazać na zawołanie. W drodze powrotnej przypadkiem trafiłam na grób znajomej. Byłyśmy równolatkami i razem zaczynałyśmy swoją pierwszą pracę. Wiele lat jej nie widziałam, bo emigrowała w latach dziewięćdziesiątych, ale zawsze miło ją wspominałam. Zmarła tydzień po 52 urodzinach. Teraz mogę już tylko zapalić jej światło.
Na smutki dobre są wiersze. Mnie zwykle pomagają znaleźć się w lepszym świecie. Ten wiersz pierwszy raz czytałam straaaaasznie dawno temu, kiedy jeszcze nigdzie nie chciałam wracać, wprost przeciwnie, gnałam szybko do przed siebie, bo przyszłość wydawała mi się znacznie lepsza od przeszłości i teraźniejszości. Teraz już wiem, że nie trzeba się zbytnio śpieszyć, że dobre rzeczy dzieją się w każdym czasie i nie należy życia odkładać do jutra. Życie jest tylko dziś.
* * *
Powrót
Wracam do prostych rzeczy - do pyłów tańczących w próżni,
do małego ślepego pająka, co się barwą od ściany nie różni,
do drżących w słocie okiennic głośnego, gorzkiego szlochu,
do szpar ciekawych w podłodze, pełnych zagadek i prochu.
Wracam z zawiłej drogi zwycięskiej, wracam z podboju
do tajni mysiej nory, ukrytej w kącie pokoju,
do strasznej śmierci dzięcioła, do przygód okropnych jeża,
do niepojętej ucieczki sowy i nietoperza.
Coraz jest prościej, ciszej... coraz bezpieczniej, jaśniej...
Wracam - jak smok znużony - do starej, starej baśni.
Kazimiera Iłłakowiczówna
Jestem kobietą, która ma już życia popołudnie, ale starość ignoruję na ile się da. Tytuł bloga odnosi się do tego, że jeżeli popatrzymy na życie jak na górę, to ja już schodzę ze swojej góry, a kto chodził po górach wie, że schodzi się trudniej. Jednak smęcę umiarkowanie, bo wolę się śmiać. A że potrafię się śmiać również z siebie to powodów do śmiechu mi nie brakuje. Na blogu piszę o swoich i nie swoich potyczkach z życiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz