Kolejny raz listopadowe święto w całkiem nielistopadowym anturażu, bo było ciepło i słonecznie. Jak każdego roku wędrowałam po lubelskich cmentarzach, żeby odwiedzić groby bliskich i dalszych mi ludzi, którzy są już po tamtej stronie. We wszystkich Świętych chodziłam z mężem, a w Dzień Zaduszny z córką i wnukiem.
Szczęśliwie w tym roku nie musiałam nikogo pożegnać, ale i tak nie ominęły mnie egzystencjalne smutki. Jak co roku szukałam w sobie zgody na to co
nieuniknione a takie trudne. Chociaż śmierć to tylko zmiana światów i ci, których kochaliśmy, są w tym drugim, to żal, że łączy nas już tylko pamięć. Pielęgnuję tę pamięć i przekazuję moim wnukom, żeby kiedy mnie zabraknie pamiętali o tych, których kochałam. Bo jak napisała moja ulubiona poetka: "Umarłych wieczność dotąd trwa,/ dokąd pamięcią się im płaci./ Chwiejna waluta. Nie ma dnia,/ by ktoś wieczności swej nie tracił." W przemijaniu najgorsze jest dla mnie to, że umierając zostawiam tych, którzy są mi najdrożsi i już nie będę mogła się o nich zatroszczyć. To taka ostatnia ziemska troska, która nie pozwala mi myśleć o śmierci łagodnie. Szukając zgody na swoje odejście napisałam kiedyś taki wiersz pt. Moneta.
I na logikę wszystko się zgadza, ale w sercu zostaje żal, bo życie jest jednak mało logiczne. Ile by człowiek książek nie przeczytał i tak jest więcej pytań niż odpowiedzi. Nie jestem też przekonana, że odchodzimy z tego świata dużo mądrzejsi niż na niego przyszliśmy. A propos książek, zrobiłam Rodzicom stroik nagrobny w kształcie książki, bo tak mi się symbolicznie układało. Gdyby to była prawdziwa książka to Tata byłby zadowolony, bo bardzo lubił czytać. Mam to po nim.
I jeszcze jedno zdjęcie, które chcę tu dziś zostawić. Idąc cmentarnymi alejkami trafiłam na grób córki mojej kosmetyczki. Niby historię znałam - dziewczyna zginęła tragicznie w wieku dwudziestu lat, straszna tragedia - ale to widok matki przy grobie mocniej przemawia. Na nagrobku jest wzruszające epitafium. "W naszym życiu szczęście było, bo wypełniała je miłość. Szczęście, niczym młodość, doczesność zabrała. Miłość się nie starzeje, z nami na wieczność została." To straszne, ale w takich chwilach człowiek egoistycznie myśli: Bogu dzięki, że to nie moje dziecko, że nie ja kładę róże na tym grobie.
,
Na koniec uwaga z gatunku prozaicznych. Na cmentarzach widać, że bardzo podrożały znicze, więc jakby trochę ciemniej niż przed rokiem. Cóż, polski cud gospodarczy i dobrobyt tylko w TVP, a wszystko to oczywiście winatuska. I na dzisiaj to by było na tyle.
Milo zobaczyć Abasiu, ze nadal Cię można "poczytać" po tej stronie :). Bo niepokojące było to milczenie choć absolutnie zrozumiałe. Tą datą 1 listopada w Polsce wchodzimy z "przytupem" w ten nostalgiczny, jesienny nastrój. Lubie ten czas, długie wieczory, chryzantemy, lampki. Nawet jakoś te wszystkie helołiny już mnie nie denerwują - jakoś to obok idzie innym trybem. W tym roku mam niestety coraz wiecej grobów do odwiedzenia - rozłoży sie pewnie jeszcze na dwa weekendy listopada. No coż - niby młodsi sie nie robimy ale choroby koszą bez wzgledu na wiek ostatnio. A za zycie zawsze placimy smiercia - masz racje. Moja babcia mawiala - ktos sie urodzi - umrzeć musi.
OdpowiedzUsuńJuż tak mam, że czasami potrzebuję usunąć się na bok i pobyć sama ze sobą. Lubię listopad z jego szarością i melancholią, bo lubię czas na zadumę. W ten sposób oswajam trudne sprawy. Spacery po cmentarzach też bardzo lubię, bo wtedy wracam do przeszłości i pamięci o tych co odeszli. To taki łagodny smutek, który nie boli, a przynosi spokój. Cieszę się, że zaglądasz na mojego bloga i przepraszam, że zasiałam niepokój. Przesyłam buziaki.
OdpowiedzUsuńBBM: Dobrze, że znowu jesteś.
OdpowiedzUsuńMiło mi, że o mnie pamiętasz. Przesyłam serdeczności.
OdpowiedzUsuńBasiu, jak się cieszę, ze wróciłaś i znowu piszesz ! xxx Kitty
OdpowiedzUsuńDziękuję Kitty. Może teraz będę pisać trochę częściej, bo zatęskniłam za składaniem literek i kontaktem z ludźmi. Przesyłam serdeczności.
OdpowiedzUsuń