Jestem kobietą, która ma już życia popołudnie, ale starość ignoruję na ile się da. Tytuł bloga odnosi się do tego, że jeżeli popatrzymy na życie jak na górę, to ja już schodzę ze swojej góry, a kto chodził po górach wie, że schodzi się trudniej. Jednak smęcę umiarkowanie, bo wolę się śmiać. A że potrafię się śmiać również z siebie to powodów do śmiechu mi nie brakuje. Na blogu piszę o swoich i nie swoich potyczkach z życiem.
No
i mamy już ostatni dzień 2015 roku. Szybko minął, jak dla mnie za
szybko. Cóż, tak to już jest, że im jesteśmy starsi tym szybciej
ucieka nam czas.
Dzisiaj świętuję z mężem 36 rocznicę ślubu i
też nie wiem kiedy to zleciało. Za kilka miesięcy mój wnuk
skończy 5 lat, a ja wciąż się dziwię, że już jestem babką.
Nie żebym miała coś przeciwko temu czy żebym na siłę chciała
zatrzymać czas, ale marzy mi się; żeby dni i lata mijały powoli,
żeby życie płynęło wolnym nurtem, pozwalając smakować każdą
chwilę i nieśpiesznie cieszyć się każdym dniem.
Za
chwilę wejdziemy w Nowy Rok, więc z tej okazji życzę Czytelnikom mojego bloga
dużo zdrowia, radości, marzeń do spełnienia, nadziei, która
pomaga żyć, jak najmniej życiowych zakrętów i wielu dobrych
ludzi wokół. Szczęśliwego Nowego Roku 2016.
Politycznej
hucpy ciąg
dalszy – prezydent podpisał nowelizację ustawy o Trybunale
Konstytucyjnym. Nie dziwię się, mam tylko odruch wymiotny, bo
organicznie nie toleruję aroganckich hipokrytów.
A
w expose Duda obiecywał, że będzie niezłomny i jest - rzeczywiście
niezłomnie wykonuje polecenia prezesa. Zamiast stać na straży
prawa sankcjonuje bezprawie, zamiast być prezydentem wszystkich
Polaków jest prezydentem Kaczyńskiego. Żałosny gościu, który na
pewno nie jest moim prezydentem.
Sytuacja
jest mało śmieszna, ale co pozostaje? Tylko śmiech.
Maliniaki dwa, pierwszy zabawny drugi tylko śmieszny.
Święta,
święta i po świętach - od
jutra wraca szara rzeczywistość i trzeba ją ogarnąć. Ostatnie
dni tego roku zamierzam wykorzystać na załatwienie kilku
spraw.
Najważniejsza
-
zamknąć rachunki z bliską mi osobą, bo w
każde święta wraca do mnie smutek i żal. Zbyt
długo pozwalałam, żeby daleka przeszłość kładła się cieniem
na mojej teraźniejszości.
Dawno temu zostałam
skrzywdzona, ale nic z tym nie zrobiłam. Zamiast nazwać rzeczy po
imieniu, protestować, bronić
się, zwinęłam
się z bólu i odeszłam. Nie chciałam walczyć i nie
chciałam mieć nic wspólnego z kimś kto tak mnie zranił. Ale gorycz zawodu wzięłam ze sobą na lata.
Ostatnio,
przez
przypadek a może właśnie
nie
przez przypadek, trafiłam
na słowa Fredericka
Buechnera,
które skłoniły mnie do głębszej refleksji:
”Spośród
siedmiu grzechów głównych gniew jest tym, który może przynieść
Ci najwięcej radości. Lizanie swoich ran, międlenie w ustach
krzywd z odległej przeszłości, smakowite mlaskanie na myśl o
gorzkich konfrontacjach, które mnie czekają, rozkoszowanie się
ostatnim kęsem bólu, który sprawiłem oraz tego, którym się
odwzajemniłem - toż to prawdziwa królewska uczta. Jedyny minus
jest taki, że podczas tej uczty pożerasz samego siebie. Obgryziony
szkielet, który zostanie po tym obżarstwie, to Twój szkielet.”
Skorzystam
z nauki, bo już najwyższy czas darować sobie ten żal i zostawićza
sobą ten bolesny epizod. Co było minęło.
Komedie
romantyczne przyprawiają mnie o ból zębów, na melodramatach się
męczę, historie z cyklu „kocha nie kocha, Stefan czy Zocha”
mnie nudzą, ale prawdziwie głęboka miłość niezmiennie budzi
mój zachwyt i uwielbienie.
Znalazłam
taką piękną historię o dwojgu ludzieńkach, miłości, Bogu,
życiu, pasji. Na razie zapisuję na blogu link do artykułu, a
książkę „"Takie piękne życie. Portret Wojciecha Kilara"
autorstwa Barbary Gruszka-Zych.” już zamówiłam w księgarni wysyłkowej,
więc po świętach będę mogła
przeczytać pełną wersję tej historii.
A
póki co cieszę się z mojej miłości i jestem wdzięczna losowi,
że mi ją dał. Przyjemnie pomyśleć, ze ma się wielki skarb,
który można wciąż od nowa przyjmować i wciąż dzielić go z
innymi. Miłości na te świąteczne dni i
wszystkie kolejne – życzę Czytelnikom mojego bloga.
Na
koniec trochę muzyki Wojciecha Kilara, moje ulubione walce.
Pomimo
przedświątecznej gorączki w 21 miastach Polski odbyły się
manifestacje w obronie demokracji. Ludzie zamiast biegać po
marketach albo pucować mieszkania poszli zawalczyć o dobro wspólne.
Brawo.
„Moc
się rodzi, PiS truchleje” - napisano na jednym z transparentów –
oby to były prorocze słowa. Drugie hasło, które bardzo mi się
podobało, to:”Cała Polska dziś się śmieje, zaczynamy mieć
nadzieję”.
No,
to pośmiejmy się z tłumem, który śpiewał:"Gadu, gadu,
gadu, gadu, gadu, gadu nocą. Baju, baju, baju, baju, baju, baju w
dzień", oceniając trafnie stylsprawowania
władzy.
Miałam
odciąć się od polityki, ale strasznie kiepsko mi to wychodzi.
Dzisiaj z rana, kiedy otworzyłam swoje piękne oczy i
z
życzliwością spojrzałam na świat, starając się realizować wczorajsze postanowienia, mój mąż szybko sprowadził
mnie na ziemię.
-
Słuchaj, Macierewicz wziął
się za
NATO.
-
Nie rób jaj, zrób na śniadanie jajecznicę. Proszę.
-
Nie żartuję. Znowu była „nocna zmiana”, tym razem w Centrum
Eksperckim
Kontrwywiadu NATO.
- uściślił mąż.
Włączyłam
laptopa i dowiedziałam się, że w asyście żandarmerii wojskowej
urzędnicy Macierewicza o godzinie 1.30 w nocy dokonali zamiany
urzędników na swoich – prawdziwie pisowskich i
jedynie prawych.
Centrum
nie jest jeszcze akredytowane przy NATO, więc szczęśliwie
uniknęliśmy
zatargu
z tą międzynarodową organizacją, ale polityczna hucpa trwa w
najlepsze dalej. Zamiast
działać normalnie, racjonalnie, w dzień, robi się jakieś nocne
akcje. Po co to komu? No chyba tylko po to, żeby zastraszyć ludzi,
żeby nie znali dnia ani godziny. Jeżeli
rządowi chodzi o udowodnienie, że może być jeszcze bardziej
nieprzewidywalny i bolszewicki w sprawowaniu władzy, to
dobrze mu idzie.
Jednak społeczeństwo
już przejrzało na oczy, więc nie ma co na siłę udowadniać tego
co oczywiste.
Domyślam
się że PiS,
wyjaśniając
wczorajsze nocne działania, znowu będzie mówił o wyższej
konieczności, naprawie państwa i mandacie społecznym danym przez
Polaków. To
zatrzymajmy się przy tym mandacie społecznym, bo już mnie mdli jak
słyszę, że PiS reprezentuje demokratyczną większość, więc ma
prawo robić to co robi. Pisałam już o tym, ale jeszcze się
powtórzę.
Na
stronie
PKW podano,
że uprawnionych
do głosowania w wyborach parlamentarnych było 30 629 150,
zagłosowało 15 595 335, głosów ważnych było 15200671, głosów
nieważnych 394 664, a
15033815 nie
opowiedziało się za żadną partią.Na
PIS zagłosowało 37,58% co daje
5869727 głosów, a
to
co stanowi tylko 19,16 % uprawnionych do
głosowania Polaków.
Z
rachunków wynika więc niezbicie, że
PiS i jej urzędników popiera
mniej niż 1/5 wyborców co
znacznie osłabia legitymizację społeczną do robienia przez władze
tego co robią.
4/5
to,
zgodnie z pisowską nomenklaturą, gorszy sort Polaków, bo albo nie
głosowali na PiS albo nie poszli w ogóle na wybory.
A
teraz mamy co mamy i strach się bać co będzie dalej.Przy szumie wokół Trybunału prawie niezauważona przepychana jest
ustawa o służbie cywilnej, która pozwoli bez konkursów obsadzać
stanowiska w administracji państwowej znajomymi Królika,
przepraszam kaczki. Demontaż Państwa trwa w najlepsze i tu naprawdę
nie ma się z czego śmiać, chociaż to co robi władza wygląda
tragikomicznie.
Ale
ja się jednak pośmieję z moją ulubioną Stasią Celińską i pokażę Wam zrobionego przeze mnie mema.