Szukaj na tym blogu

piątek, 4 czerwca 2021

Psuję sobie wizerunek i dobrze się przy tym bawię

Babka w roli Rumcajsa

W ubiegłym roku napisałam POST o kompleksach , które zatruwały mi młodość. Teraz młodość mam już dawno za sobą i szkoda mi czasu na przejmowanie się niedostatkami urody albo cudzą opinią. Mówię sobie, że ładniejsza już raczej nie będę, ale weselsza jeszcze być mogę, więc grzechem jest nie skorzystać. Dlatego wyglądam i zachowuję się tak jak chcę. Ktoś może powiedzieć, że na starość się ośmieszam, ale jak chce niech mówi. Zupełnie mi to nie przeszkadza. Dla dobrej zabawy albo wygody mogę być śmieszna. Kiedyś  nie odważyłabym się upublicznić takich zdjęć jak te poniżej, ale widocznie im więcej mam lat tym mniej mam wstydu. Poza tym, dawać innym uśmiech to bardzo przyjemne zajęcie, dlatego mogę pokazać się bez retuszu i z głupią miną. Ci co mnie lubią pośmieją się ze mną zaś ci co mnie nie lubią też się ucieszą, że jestem taka paskudna. Czyli wszyscy będą zadowoleni i o to chodzi. Zaczynajmy więc te opowieści dziwnej treści.


Mój najukochańszy wnuk NR 1, bo mam też najukochańszego wnuka NR 2, rzucił kiedyś propozycję, żebyśmy zabawili się w robienie min. Mnie do zabawy nie trzeba długo namawiać i tak powstała fotorelacja pod tytułem: Kto głupiej wygląda. Ładnemu trudniej się oszpecić, więc w tej konkurencji bezapelacyjnie wygrała babka czyli ja.

 

 

 

 

 

 



 


 

 

 

 

 

 

 



 

 

 

 

  

 

 


 

 

 

Innym razem bawiliśmy się w mieszkańców Rzaholeckiego Lasu. Ja robiłam za Rumcajsa, a Daniel za brodatego Cypiska.



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Do połowicznej obsady brakowało nam tylko Hanki. Próbowaliśmy do tej roli zwerbować dziadka, ale nie współpracował, bo nie chciał włożyć chustki, a warkocza nie miał. Jednak, żeby podrażnić się z babką, dziadek włożył na głowę wiaderko, ale babka nie lub jak się z nią drażnią, więc wywaliła dziadka z teatralnej trupy. Skoro nie mieliśmy Księcia Pana i Księżnej Pani, to mogliśmy też zrezygnować ze złośliwego dziadka w roli Hanki. Ale skoro dziadkowi tak pasowało wiaderko, to niech ma chłop pamiątkowe zdjęcie. Co będę ośmieszać się sama, gdy mąż to moja druga połówka, więc też może robić za półgłówka))) 

Żeby nie było, że głupieję tylko przy wnukach, to przyznam szczerze, że w tej kwestii równie dobrze radzę sobie sama. Na starość poluzowały mi się chyba te sznurki, które trzymały mnie na baczność, żebym zawsze była poukładana, akuratna i pasująca do innych ludzi. Teraz mam inne priorytety i zależy mi tylko na tym, żebym pasowała sobie, a jeżeli komuś się nie podobam, to już wyłącznie jego problem.

Ostatnio podczas powrotu do domu złapał mnie deszcz.
Gdy wychodziłam niebo było zachmurzone i mogłam przewidzieć, że będzie padało. Niestety, głowa coraz częściej służy mi tylko do tego, żeby mi deszcz do środka nie padał, więc parasolki nie wzięłam. Jednak mimo wszystko uparcie staram się używać mózgu, więc wymyśliłam, że stanę pod drzewem i przeczekam. Niestety deszcz miał więcej cierpliwości do padania aniżeli ja do stania. Sięgnęłam więc do torebki, bo przypomniałam sobie, że mam w niej pojemną ortalionową siatkę. Niewiele myśląc zrobiłam z siatki coś na kształt turbanu, uchwyty związałam na karku i ruszyłam przed siebie. Przypomniał mi się dialog z bajki (kolejny dowód na to, że dziecinnieję), którą przed laty oglądałam z córką. Niezbyt lubiany przez innych bohater tej opowieści dostał w prezencie szmatę do mycia podłogi, ale nie zrażony niczym powiedział z radością, "to cudownie zrobię sobie z niej kapelusz". Ja byłam o level wyżej, bo siatka ładniejsza niż szmata, więc tym bardziej powinnam się cieszyć.

Mój spacer z siatką na głowie rozbawił parę osób, więc jak deszcz ustał zrobiłam sobie zdjęcie, żeby zobaczyć, co się tak "podobało" mijającym mnie młodym ludziom. Tył siatki wyglądał pewnie ciekawiej, ale jakoś nie przyszło mi do głowy, żeby zrobić selfika czerepu.

Gwiazdorzę z siatką na głowie
I muszę przyznać, że nie dopatrzyłam się na tym zdjęciu niczego nadzwyczajnego. Jednak faktem jest, że z siatką na głowie wzbudzałam zainteresowanie. Ale już  kilka dni później, gdy szłam w pełnym makijażu, ładnej kiecce i biżuterii, to nikt się za mną nie obejrzał. Zrobiłam więc sobie zdjęcie ku pamięci i utwierdziłam się w przekonaniu, że moja przemijająca uroda jest niższych lotów niż moje poczucie humoru i dystans do siebie.

Siatki brak, koraliki są

I niech tak zostanie, bo w niczym mi to nie przeszkadza. Ktoś może się zdziwić, ale ja na ogół jestem zadowolona z tego jak wyglądam. Czasami nawet się sobie podobam. Tylko jeszcze nie wiem, czy to wynika z jakiejś starczej dewiacji, czy w końcu nauczyłam się patrzeć na siebie sercem, tak jak patrzę na tych, których kocham i lubię. A cudzą opinią przejmować się nie zamierzam, bo ona jak pańska łaska na pstrym koniu jeździ. I na dzisiaj to by było na tyle.

P.S. Jolcia ten post to mój specjalny urodzinowy prezent dla Ciebie, bo wiem, że lubisz się śmiać ze mną i ze mnie. Kochana 100 lat  w zdrowiu i śmiechu.

12 komentarzy:

  1. Ladnemu to we wszystkim ladnie co potwierdzaja Twoje zdjecia. I fajnie, ze nauczylas sie patrzec na siebie sercem, bo tak wlasnie trzeba. Ach moj Wspanialy ma taka przypadlosc, ze zaklada na glowe wszystko co mu w rece wpadnie:))) Koszyk... pasuje, moj biustonosz... tez sie da, garnek do kiszenia ogorkow... dlaczego nie?
    Co zrobic Basiu takich sobie wybralysmy i takich mamy, ale na nude nie mozemy narzekac i to jest dla mnie najwazniejsze:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Długo się uczyłam, żeby nie przywiązywać się zbytnio do cudzego widzimisię, ale w końcu zatrybiłam. I jeżeli czegoś żałuję to tego, że nie stało się to dużo wcześniej. Po raz kolejny okazało się, że Twój Wspaniały i mój Artur to zaskakująco podobni mężczyźni, więc też nie mogę narzekać na nudę. Łatwiej się żyje, jak masz obok siebie kogoś z kim możesz obśmiewać upierdliwe życie i jeszcze dobrze się przy tym bawić. A ponieważ potrafimy śmiać się z siebie, to powodów do śmiechu nam nie brakuje. Gdyby nie jego dobroć i poczucie humoru, to mój mąż miałby częste spotkania z patelnią, bo ja się na starość radykalizuję.

      Usuń
  2. Pastafarianie w USA maja zdjecia do prawa jazdy w durszlakach na glowie ,takie religijne nakrycie glowy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyznawcą Latającego Potwora Spaghetti nie zostanę, ale doceniam poczucie humoru i w ich dogmatach. Nie dziwi mnie też rosnąca liczba "wyznawców" kluchów z sosem i pulpetami, bo nachalne narzucanie innym swojej jedynie słusznej religii musi budzić opór. Wiaderko na głowie mojego męża nie jest bardziej śmieszne niż tiara biskupia czy papieska mitra. Jestem osobą wierzącą w Boga, ale bardziej mi przeszkadzają wojujące dewotki niż ateiści. A już najbardziej nie lubię religijnych pobożnisiów, którym religia zastępuje wiarę i chcą na siłę wszystkich nawracać.

      Usuń
    2. Mam w rodzinie Swiadkow Jehowy Ci to dopiero sa namolni, po ponad 20 latach troche odpuscili ale na poczatku to nawracali nawet przez sen .nie moglam sie bronic informacja ze jestem odstepca od wiary bo wiedzieli ze nie lae kiedys zapytalam czy kuzynk, ktorej szczrze nie lubilam ( najpierw byla papieska bardziej od papieza a potem jehowska bardziej od Jehowy), takze bedzie w niebie. Odpowiedzile mi ze tak, ze ona pojdzie do nieba wiec odpowiedzialam , ze pierteguje takie niebo za zycie jej nie trawie i jeszcze po smierci mam ja widywac- podziekowalam no chyba ze mi zagwarantuja ze jaj nie spotkam .

      Usuń
    3. Dobre, popłakałam się ze śmiechu. Rodzina chciała Cię doprowadzić do zbawienia, a Ty taka oporna. Ja też jestem oporna na ewangelizację w takim wydaniu i nie rozumem, dlaczego niektórzy z takim fanatyzmem chcą uszczęśliwiać innych.

      Usuń
  3. Dystans do siebie i dobry humor mimo wszystko, to niezwykłe atuty, zwłaszcza w obecnych czasach.
    Brawo Wy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz wszyscy muszą być młodzi i piękni, bo inaczej są passe. Mnie bardziej odpowiada bycie sobą i tego bedę się trzymać. Humorem i życzliwością można sobie posłodzić życie, więc praktykuję. Wolę być szurniętą babką, a status matrony bardzo mi nie pasuje.

      Usuń
  4. Basiu, no gdybym nie wiedziala jakie masz problemy ze zdrowiem i ile razy przeciagali cie przez szpitale, cobys nie zeszla, to bym nie uwierzyla.. Wygladasz pieknie, kwitnaco i jak okaz zdrowia👌I to z siatka czy bez 👍😂A najbardziej mi sie podoba to, ze macie oboje takie poczucie humoru👏P.S. I niesamowicie podoba mi sie Twoj naszyjnik - mniemam , ze srebrny? Przypomina mi ere " Arts @ Crafts" , badz inaczej zwany Art Nouveau - z poczatku XX w. Sliczny i bardzo do Ciebie pasuje 👌

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja już tak mam, że nie wyglądam jak ruina, ale niestety tak się czuję. Nadrabiam miną i próbuję trzymać pion, bo trzeba żyć, a nie tylko chorować. Dzięki za życzliwość i miłe słowa Kitty. Naszyjnik rzeczywiście jest srebrny i stary. Dostałam go od męża na 15 rocznicę ślubu.

      Usuń
    2. Ja w kwestii formalnej... jak to naszyjnik stary???
      Przeciez 15 rocznice slubu to mialas 3 tygodnie temu.

      Usuń
  5. W kwestii formalnej to muszę wyjaśnić, że nie pamiętam, żebym świętowała 3 tygodnie temu. Jednak ja mam teraz pamięć napadową, to mogę nie pamiętać))) Naszyjnik rzeczywiście jest stary, bo dostałam go w 1994 roku. W sylwestra tego roku będziemy obchodzić 42 rocznicę ślubu i 45 związku. No taka stara jestem. Mam 62 lata i już coraz mniej pamiętam, jak to było bez Artura.

    OdpowiedzUsuń