Szukaj na tym blogu

piątek, 29 listopada 2024

Powtarzam stare lekcje

Depositphotos Free Files

Dowiedziałam się, że bliska mi osoba jest w bardzo trudnej sytuacji, dlatego że nie radzi sobie ze sobą i swoim życiem. Właściwie nie ma jej kto pomóc, bo od zawsze bardziej budowała mury i zasieki, niż mosty. Skupiała się przede wszystkim na sobie, ale widocznie nie potrafiła inaczej. Sądziła pewnie, że jak ona zawsze będzie najważniejsza, to nikt jej nie wykorzysta i nie skrzywdzi. Jej postawa nie wzięła się z niczego, ale wybrała złą strategię i teraz płaci za to samotnością. Życie wystawiło wysoki rachunek i musi go spłacić. I to teraz, gdy jest coraz słabsza i bardziej bezbronna.

Kierkegaard napisał, że: Drzwi do szczęścia otwierają się na zewnątrz." i miał rację. Skupianie się wyłącznie na sobie, to prosta droga do izolacji i osamotnienia. Taka postawa zamyka perspektywę i odgradza od prawdziwych relacji, poczucia wspólnoty, zaufania do świata. Bo chcemy, czy nie, każdy najpierw sądzi wg siebie. Prawdziwą biedą jest zatrzymywanie wszystkiego tylko dla siebie, dbanie tylko o siebie, nie dzielenie się z innymi tym co mamy, a czasami też tym co nas boli. Na trudy życia najlepszym lekarstwem są ludzie, którzy są wokół nas. Nic nam nie zastąpi drugiego człowieka. Chociażby dlatego warto dawać siebie innym, nie kalkulując na ile nam się to opłaci. Obdarowywanie innych swoją uwagą, życzliwością, to także robienie w sobie miejsca na przyjęcie tego, co może nam dać tylko drugi człowiek: poczucie wspólnoty, miłości, opieki, radości z bycia razem. Zawsze warto o tym pamiętać.

W obecnej sytuacji nic nie mogę zrobić, ponieważ od lat nie mam z tą osobą kontaktu. Co nie zmienia faktu, że od kilku dni walczę ze smutkiem. Przeżywam dysonans, bo moje emocje mają się nijak do rozumu. Chociaż od lat uczę się być filtrem, a nie gąbką, to, jak się okazało, bez powodzenia. A już mi się wydawało, że posiadłam umiejętność filtrowania emocji, że przestałam wciągać cudze nieszczęścia jak gąbka. Niestety, jednak nie, więc całkiem niepotrzebnie międlę coś na co nie mam żadnego wpływu. Złości mnie to, nawet bardzo. Bo to niepotrzebna strata energii. Widocznie za wolno się uczę, skoro wciąż muszę powtarzać stare lekcje. No trudno, jakoś to ogarnę, może jeszcze nie dziś, ale kiedyś na pewno.

Post zilustruję zdjęciem rzeźby Alberta György'a pt. Melancholia, bo, odkąd  pierwszy raz ją zobaczyłam, mam ją pod powiekami w momentach smutku, przygnębienia, poczucia bezradności. Poza tym, bardzo pasuje do treści tego posta.

źródło: internet
I na dzisiaj to by było na tyle.

8 komentarzy:

  1. Skłaniasz mnie, Basiu, do refleksji.
    Całkowicie się zgadzam, że ważne są więzi i relacje z innymi, ale obecnie "przerabiam" też coś, co mój starszy kolega ujął w słowa: "...za bardzo przejmujesz się ludźmi, a za mało sobą". Przede mną chyba wyzwanie i zadanie: odnaleźć właściwe proporcje, balans, jak to się teraz często mówi. Na pewno wyraźnie czuję teraz potrzebę pobycia samej z sobą, nawet za cenę pewnej towarzyskiej frustracji. Zaczęła mnie męczyć D., czasami mam niemiłe odczucia w dyskusjach z Asią, skądinąd bardzo interesującą kobietą, bo ma specyficzny sposób bycia. Chciałabym odnaleźć "swoje stado", a to chyba musi potrwać i trzeba z zaufaniem i cierpliwością poczekać.
    Bardzo mi się podoba zdanie o gąbce i filtrze.
    Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  2. P.S. Bezradność to trudne uczucie. Czasami naprawdę nie ma innego wyjścia, jak zostawić ludzi w spokoju. A jak trudno nieraz rozeznać, kiedy odpuścić.

    Basiu, parafrazując myśl filozofa - jesteś, więc czujesz.

    Uściski.

    OdpowiedzUsuń
  3. Marto, nic na siłę. Może zbyt długo kierowałaś się oczekiwaniami innych, a teraz przyszła pora, żebyś siebie postawiła na pierwszym miejscu.
    Więzi jaką odczuwamy wobec bliskich nam osób nie da się wyłączyć z guzika, więc czasami przeżywamy cudze niepowodzenia i ona nas bolą. To właśnie mnie spotkało, ale wiem, że nic nie mogę zrobić. Każdy odpowiada za to co robi ze swoim życiem i sam ponosi konsekwencje swoich wyborów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basiu dziś dostałam kolejny sygnał od życia, ze pora na to, o czym piszesz (ja na pierwszym miejscu). Napisałam właśnie post o tym nieprzyjemnym zdarzeniu.

      Usuń
    2. ...A zmęczona jestem po tym spięciu jak po górnik po szychcie. Zastanawiające.

      Usuń
    3. Współczuję. Negatywne emocje są męczące, szczególnie dla ludzi wrażliwych. Odpuść, odpocznij. Jutro będzie lepiej. Pozdrawiam 🙂

      Usuń
  4. To mi ktoś chyba źle zamontował te drzwi Kierkegaarda. :D Dopiero jak weszłam do środka i jak zobaczyłam, ile gruzu zostawili w moim życiu inni, jak zaczęłam sprzątać, wywalać śmieci cudze i własne, dopiero wtedy poczułam się lekka i szczęśliwa. I teraz już filtruję wszystko i wszystkich. Bo długo brałam jak leci, wszystko brałam za dobrą monetę, żeby nie czuć samotności. Ale teraz nie pakuję już energii w relacje, które mi nie służą, które mnie osłabiają, drenują z energii i zatruwają. Na ich miejsce pojawiły się inne, o które dbam, bo wiem, że nam po drodze. Jeśli tak Cię boli jej los, to przyjrzyj się swoim emocjom i zastanów, o czym one świadczą? Jakich ran dotykają?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie śmiałabym poprawiać filozofa, ale tak sobie myślę, że najlepiej jak te drzwi są wahadłowe. W tym poście wyłożyłam swój pogląd na tę sprawę.
      https://barbaraserwin.blogspot.com/2011/07/drzwi-do-szczescia-otwieraja-sie-na.html
      No ale dość późno doszłam do tego, że jak człowiek chce być szczęśliwy, to najpierw musi się ułożyć ze sobą, a dopiero potem z innymi.

      Bardzo dotknęły mnie problemy tej osoby, bo najwyraźniej jeszcze nie nauczyłam się filtrowania cudzych problemów. Jednak coraz mniej we mnie chorobliwie rozumianej empatii. Mój smutek wynika z tego, że uczuć nie daje się wygumkować, szczególnie gdy były prawdziwe. Poza tym, zdaję sobie sprawę, jak musi być jej ciężko i to boli.

      Usuń