Szukaj na tym blogu

czwartek, 26 listopada 2020

Kwiatki, kwiateczki

 

Donosiłam Wam uprzejmie, że ja to się cieszę byle czym? Jeżeli nie, to teraz donoszę, że tak właśnie jest. Najnowszy powód do radości sponsorują... koszule nocne, które wzięły na siebie obowiązek pilnego uszczęśliwienia mojej steranej życiem osoby. A pocieszenia wymagałam na gwałt, bo ostatnie dni dały mi okropnie w kość.

Serce tłukło się w klatce z piersiami jak przestraszony ptak, więc co chwila brałam miarę na trumnę, bo a nuż Pan Bozia mnie wysłuchał i pilnie na mnie oczekuje. W tym miejscu muszę wyjaśnić, że kiedyś przestraszona diagnozą lekarską, że nie będę mogła chodzić, wyraziłam chęć  odmeldowania się z tego świata, zanim choroba posadzi mnie na wózku. I wtedy pomyślałam, że chciałabym, jak mój Tata, umrzeć na serce nie robiąc przy tym zbędnego zachodu.  Ale na miły Bóg, mnie się nie śpieszy! Szczególnie, że ciągle jeszcze chodzę. A trzeba było słuchać przestrogi: "Uważaj czego sobie życzysz, bo może się spełnić". Jakbym słuchała to w chwili paniki zamiast życzyć sobie zawału powinnam się modlić o dużo cierpliwości oraz konta z mnóstwem zer poprzedzonych ładnymi cyferkami. To nie, wyskoczyłam przed szereg z tym układaniem Panu Bogu planów i teraz się boję. Na domiar złego oblepiły mnie różne listopadowe smutki, bo jak człowiek pod tytułem "ja" ma dużo czasu to wymyśla czarne scenariusze. Dlatego nie ma się czemu dziwić, że poziom optymizmu spadł mi dużo poniżej akceptowalnych wartości. A mnie na bycie nieszczęśliwą nie stać, bo nie ma chętnych, którzy chcieliby mnie pocieszać. Mąż tak się boi zostać wdowcem, że nie przyjmuje do wiadomości, że coś ze mną może być nie tak, więc na pocieszyciela się nie nadaje. Powiedzmy sobie szczerze, mężczyźni a szczególnie mężowie to marny materiał na pocieszyciela. No, chyba że kochanek, ale tego na stanie nie posiadam i raczej na posiadanie się nie zanosi. Na córce zawisnąć nie mogę, bo dziecko nie zrobiło mi żadnej krzywdy, żebym za karę zatruwała mu życie. Reszta moich najbliższych i tych trochę dalszych ludzi widzi we mnie babę herod, co to się kulom nie kłania, więc sama sobie poradzi. Trudno image zobowiązuje. A obcych ludzi zaczepiać ze swoim nieszczęściem nie wypada, bo każdy ma swojego bolicosia, więc mojego nie potrzebuje. Wychodzi więc na to, że sama muszę robić na etacie pocieszyciela. Leżałam więc równiutko jak ten trupek w łóżeczku i myślałam, czym by tu się uszczęśliwić. Zawartość lodówki skreśliłam już na wstępie, bo ile można pocieszać się żarciem. Niestety wszystko co wymyśliłam było chwilowo poza zasięgiem.  Zadałam więc sobie pytanie pomocnicze, bo usmarkać się i płakać, to zawsze zdążę. Czego ci Basiu teraz potrzeba? - spytałam uprzejmie, bo czasami nawet dla siebie jestem miła. Głupie pytanie - odpowiedziało nieuprzejmie moje alter ego - wiadomo przecież, że najbardziej potrzebuję lepiej się poczuć. Ale jak to zrobić skoro wredny organizm nachalnie zapoznaje mnie z tym z czego się składa i coraz częściej odmawia służebności? No nie wiem, za głupia na to jestem. Dlatego postanowiłam, że trzeba olać to co w środku i zająć się tym co na wierzchu. I tak drogą dedukcji doszłam do wniosku, że żeby lepiej się poczuć potrzebuję ładnej koszulki, w której będę se mogła elegancko chorować. A potem to już trzeba było tylko tę potrzebę zrealizować. Uwinęłam się raz dwa, bo internety pełne są ładnych koszulek i działających biegusiem panów kurierów. I teraz nie tylko uradowana jestem ogromnie, ale też ukwiecona wiosennie niczym rabatka cioci Helenki. Także zanim na mnie postawią kwiateczki, to jeszcze sobie troszkę pożyję obleczona w kwieciste szmatki. I nawet mogę powiedzieć zgodnie z prawdą, że wyglądam kwitnąco. A jak wygląda się kwitnąco, to nie może być źle i tego będę się trzymać. Wy moje miłe też trzymajcie się tego, że nie jest tak źle, jak się wydaje i kiedyś na pewno będzie lepiej. I tego Wam i sobie życzę.

Ponieważ głupio pokazywać się publicznie w nocnej koszuli, to prezentuję Wam cudnej urody kwiateczki na zakupionych koszulkach tylko fragmentarycznie. I na dzisiaj to by było na tyle.


 

16 komentarzy:

  1. Zmotywowałaś mnie do poszukiwań, bo letnich koszulek mam wystarczająco, ale takie nieco cieplejsze gdzieś mi wywiało!
    Twoje są bardzo sympatyczne, ale nawet w takich pięknych staraj się może nie chorować, co?... Otulam Cię Ciepłym i Puchatym i dużo zdrowia życzę! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Szczegolnie pierwsza koszulka Mocna (jak mawialo moje dziecie) mocno mi przypasowala, bo ja w ogole lubie ciemne, moze byc z rozyczkami. Na poprawe nastroju nic tak dobrze nie wplywa jak nowy ciuch, moze byc mocny, choc w mocnym bedzie Cie ogladal jedynie malzonek, wiec jakby sie marnuje. Kup tez cos na dzien. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, mój mąż jest ślepy na to w czym się przed nim prezentuję i jednak woli mnie bez koszuli, bo wtedy szybciej mnie zauważa))) Ja mam odwrotnie, wolę siebie w koszuli, a już na pewno w takiej, która jest dużo ładniejsza ode mnie.

      Usuń
  3. Nie potrafie zasnac w zadnej koszuli lub pidzamie, dusze sie i po najdluzej 10 minutach krecenia sie i prostowania musze zdjac:) Ale posiadam taka jak to okreslil Wspanialy "wyjsciowa" w komplecie z peniuarem firmy o ile dobrze pamietam Calvin Klein czy cus na podobienstwo. Kupilam to cudo ok. 25 lat temu jak pracowalam w Bloomingdale's i lezy do tej pory:)) Ladne toto tak, ze Wspanialy mowi, ze moze robic za suknie balowa :)) tylko balu brak:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja odwrotnie, muszę mieć coś na sobie, bo tylko wtedy czuję się przytulnie i bezpiecznie. A wiesz, ja jednego sylwestra świętowałam w satynowej koszulce i koralach, które dostałam w rocznicowym prezencie od męża, bo w sylwestra obchodzimy rocznice ślubu. I nawet tańce były. Kiedy ktoś zapukał po 12 do drzwi, to bez mrugnięcia okiem poleciałam otworzyć. Za drzwiami stali sąsiedzi, którzy też siedzieli w domu z dziećmi i chcieli połączyć imprezy. Wycofali się, gdy z pokoju wyszedł Artur w samych spodniach od piżamy. A ja dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że nie tylko jestem w przykusej koszulce, to jeszcze nie mam na sobie nic oprócz korali. To były czasy.

      Usuń
    2. Sasiedzi mieli i tak szczescie, ze nie wyszlas w samych kroalach:))
      Ja nie wiem skad sie to wzielo u mnie, ale od dziecka nie potrafilam spac "ubrana" po prostu nie moge wtedy oddychac. Nawet jak jestem przykryta koldra to ona musi zwisac swobodnie z brzegu lozka, wiekszosc ludzi w tym moj maz lubia sie otulac koldrami podsuwajac je pod cialo. Ja nie moge, jest mi natychmiast duszno i mam wrazenie, ze za moment sie udusze z braku powietrza. Wyobraz sobie jak cierpialam z tego powodu w szpitalu. Mimo, ze wiekszosc szpitalnego czasu spedzilam w izolatkach to jednak nikt tam nie jest przyzwyczajony do golego ciala:))) Na szczescie te szpitalne koszule sa wiazane z tylu wiec na noc rozwiazywalam i przykrywalam sie koszula, nie zawsze moglam zdjac je z ramion bo mialam port podlaczony do kroplowki, ale juz fakt, ze nie mialam koszuli pode mna dawal ulge. I tak za kazdym razem wracalam do domu "niedospana":)) Pielegniarki przychodzily w nocy pytac czy mnie cos boli, bo wiedzialy ze nie spie, na co ja mowilam, ze owszem "koszula":))) Z czasem wiekszosc sie przyzwyczaila i mowily "to spij tak jak lubisz" no ale ja nigdy nie wiedzialam kto a dokladnie jakiej plci osoba wejdzie do pokoju jak ja spie:) wiec cierpialam.

      Usuń
    3. No, to miałaś przechlapane w szpitalu. Gdyby sąsiedzi przyszli później to nie jest wykluczone, że byłabym w samych koralach)))

      Usuń
  4. Ja wolę piżdżamki ;) ale też w kwiatuszki, albo śpiące kotki tudzież piesełki ;) No ewentualnie w serduszka ;)
    A wiesz, że wyszedł Ci bardzo taki lekki, pozytywny wpis, choć przecież wspominasz o smuteczkach :) To może nadchodzi już to "lepiej", którego w poście życzysz? I niech tak będzie.

    Ps. Koszulka kwiatuszkowa a śliczna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo ja się strasznie uparłam, żeby szukać tych pozytywów w życiu. A im mniej je widać, tym bardziej się upieram, żeby coś znaleźć. Ja ostatnio zrezygnowałam z sypiania w piżamach, bo tak w nocy się kręcę, że spodnie od piżamy nie nadążają i czuje się związana jak wielkanocna szynka. Koszule też muszą być blisko ciała i nie dłuższe niż przed kolano.

      Usuń
  5. Uwielbiam kolorowe kwiatki na ciemnym tle w sukienkach zwlaszcza, a taka koszulke nocna tez chetnie bym przygarnela. Co prawda nie do spania, ale do snucia sie po domu i do ladnego wygladania. Do spania musze bez rekawow ;) Popatrz naszlo nas na roze w tym samym czasie , zdazylam sobie kupic przed lockdownem cudna filizanke w roze i kolibry🌺😉 Taka ze mnie dama, a co 🥴Basiu, obys zawsze czula sie w tej koszulce kwitnaco , niech ci wdziecznie sluzy 😘

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też mam czułe oko na ładne rzeczy i potrafię się cieszyć jak dziecko. Koszule, które kupiłam, są z porządnej grubej bawełny, ładnie odszyte, wiec spokojnie można traktować je jak ubiór całodzienny. Nie wykluczam więc, że będę śmigać w nich też po chałupce.

      Usuń
  6. Ja zakupiłam niedawno dwie piżamy z kolei, choć całe życie w koszulkach spałam.
    Taki nawet dowcip gdzieś dojrzałam, że na chandrę konieczne pilne lekarstwo, np. nowe buty:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To masz odwrotnie niż ja, bo ja do niedawne wolałam piżamy, a koszule tylko na lato. Teraz mi się odmieniło.

      Usuń
  7. ja bym w takiej chodziła po domu, kieszonki mnie urzekły!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie można potraktować te koszulki jako sukienki. Mnie też podoba się to, że mają kieszonki. Zawsze jest gdzie schować ręce, żeby jakaś robota z rana się do człowieka nie przyczepiła)))

      Usuń