Dawno nie zaglądałam na bloga, bo resetuję się i resetuję, a wciąż jestem zawieszona jak przeładowany komputer. Najwyraźniej taki rodzaj poprawiania jakości życia przestał na mnie działać, więc trzeba coś zmienić. Pytanie tylko "co i jak". Surfowanie w internecie i pisanie bloga to jakiś dialog ze światem, a mnie się nawet gadać nie chce. Poza tym, wolałam milczeć, bo nie miałam nic ciekawego ani pozytywnego do powiedzenia. Jednak ta cisza niektórych zaniepokoiła, dlatego postanowiłam napisać co u mnie słychać.
Jestem kobietą, która ma już życia popołudnie, ale starość ignoruję na ile się da. Tytuł bloga odnosi się do tego, że jeżeli popatrzymy na życie jak na górę, to ja już schodzę ze swojej góry, a kto chodził po górach wie, że schodzi się trudniej. Jednak smęcę umiarkowanie, bo wolę się śmiać. A że potrafię się śmiać również z siebie to powodów do śmiechu mi nie brakuje. Na blogu piszę o swoich i nie swoich potyczkach z życiem.
Szukaj na tym blogu
poniedziałek, 15 marca 2021
środa, 17 lutego 2021
Chciałabym odlecieć i wrócić dopiero jak będzie normalnie
Zamilkłam na dłużej, bo chwilowo nie mam nic budującego do powiedzenia. No może tylko to, że mamy piękną zimę, ale to i bez mojego gadania wszyscy wiedzą. Reszta to smuty, melancholie i nostalgie w ilościach hurtowych, więc nastrój mam kiepściutki. Nie jestem oryginalna, bo podobnie ma większość bliższych i dalszych mi ludzi. I to też mnie smuci. Chciałabym móc odlecieć gdzieś daleko i wrócić dopiero jak będzie normalnie. Jestem bardzo zmęczona tym staraniem się o dobre samopoczucie. Tym bardziej mam dość, że mój starczy organizm mnoży przeszkody i wcale ze mną nie współpracuje. Ostatni rezonans dobitnie pokazał, że jestem ruiną i to niezbyt trwale zakonserwowaną.
wtorek, 9 lutego 2021
A optymizmu ni chu chu
Z własnej i nieprzymuszonej woli muszę uderzyć się w klatkę z piersiami i wygłosić samokrytykę, ponieważ, albowiem, gdyż moje ostatnie wpisy pasują do tytułu bloga jak garbaty do ściany, bo nie dość, że nudzę to jeszcze na łzawą nutę. A przecież miało być pozytywnie i wesoło. I co? Niestety wesoło nie jest.
sobota, 6 lutego 2021
To już 20 lat, a wciąż smutno chociaż wspomnienia i fotografie blakną
Poprawiłam jej poduszkę, otulilam szczelnie kołdrą, ucałowałam i szepnęłam do ucha: odpoczywaj mamusiu, do zobaczenia. Nie wiem, czy mnie słyszała, bo była nieprzytoma. Zostawiłam ją na szpitalnym łóżku samą chociaż wiedziałam, że umiera i to jest nasze ostatnie pożegnanie. Nie miałam siły walczyć z lekarką obejmującą nocny dyżur, więc dałam się przepędzić. Piętnaście minut po moim powrocie do domu zadzwonił telefon. poniedziałek, 1 lutego 2021
Emigracji wewnętrznej ciąg dalszy i niedzielny spacer
Dokoła dzieje się dużo ważnych spraw, a ja uparcie staram się trwać w izolacji od wszystkiego co zewnętrzne i na co nie mam większego wpływu. Sama narzuciłam sobie tę kwarantannę, żeby zebrać siły. Jak Budda zapatrzyłam się we własny pępek i odsiewam wszystko co mogłoby zakłócić mi spokój. Pogoda mi sprzyja, to latam po dworze i ładuję akumulatory. Zima pięknie udekorowała moje ścieżki, więc korzystam przyglądając się drzewom, rzece, ptakom. Cieszę się z harmonii w naturze i buduję harmonię w sobie.
czwartek, 28 stycznia 2021
Taki sobie jubileusz, a radości nie ma za grosz
Dzisiejszego poranka popijając herbatę zastanawiałam się co też robiłam 10 lat temu o podobnej porze. Grzebałam, grzebałam pod grzywką, ale najwcześniejsze znaczące wspomnienie dotyczyło narodzin mojego pierwszego wnuka, a to przecież był już marzec. Ja wiem, że coraz częściej mam pamięć napadową i nie potrafię przewidzieć kiedy napad się przydarzy, ale bez przesady, wymazane dwa miesiące z życiorysu to jednak trochę za wiele. Sięgnęłam więc do słowa pisanego na blogu i jakoś skisłam. Minęło 10 lat i nic nie jest lepiej, a ja wciąż mam te same pytania i ciągle staram się obłaskawiać rzeczywistość pracując nad optymizmem, który coraz cięższy w obsłudze. No, niestety tak.
wtorek, 26 stycznia 2021
Resetu ciąg dalszy
![]() |
| Pada śnieg |
Jak zauważyłyście, albo i nie, wciąż jestem offline. Nie bywam na ulubionych blogach, nie zaglądam na zaprzyjaźnione fora, nie czytam w sieci, bo wciąż pracuję nad przywróceniem ustawień fabrycznych mojej skromnej osoby (taki ładnie brzmiący zwrot, bo bywam bardzo nieskromna). Poza siecią też przeważnie milczę, jak nie przymierzając znana Agata, ale nie obawiajcie się, mi się nie uleje, jak jej na wieczorze wyborczym. Gdybyście chciały wiedzieć, co u mnie, to uprzejmie donoszę, że oprócz zostania przeze mnie milczkiem, to cała reszta jest po staremu. Żyję spokojnie z dziadkiem, który na laurce od wnuka wygląda tak.





