Szukaj na tym blogu

poniedziałek, 10 sierpnia 2020

Władzia pierwsza feministka we wsi



 

 

 

 

 

 

 

 

 

Władzia pierwsza feministka we wsi

Zawsze lgnęłam prostych ludzi, którzy brak wykształcenia rekompensowali tak zwaną życiową mądrością. Jedną z ciekawszych poznanych przeze mnie osób była Władzia. Mówiłam do niej "babciu" bo traktowała mnie jak wnuczkę. Kiedy wieczorem siadałyśmy na ławeczce przy jej chałupce, opowiadała mi o swoim życiu. 

 
Dzieciństwo Władzi było głodne i chłodne, ale nie odbiegało od życia innych dzieci na lubelskiej wsi w pierwszych latach ubiegłego wieku. Odkąd trochę podrosła musiała zajmować się młodszym rodzeństwem i walczyć o lepsze miejsce przy misce. Potem do jej obowiązków doszło jeszcze pomaganie matce przy kuchni, obrządek inwentarza i chodzenie w pole. W domu było biednie, bo czas trudny i ojcu Władzi najlepiej wychodziło robienie dzieci,  żadna inna robota się go nie trzymała. Władzia się buntowała, że ciężar utrzymania gospodarstwa spadał na matkę i dzieci zaś ojciec na wszystko miał czas i najchętniej siedział na przyzbie kurząc machorkę oraz popijając samogon. Jednak buntować się mogła tylko po cichu, a to nie leżało w naturze Władzi. Dlatego, jak tylko podrosła, to bardzo chciała szybko wyjść za mąż i uciec z domu. Była ładna, miała we wsi opinię robotnej, więc kawalerów, którzy się nią interesowali nie brakowało. Jednak do żeniaczki jakoś nikt się nie wyrywał, bo Władzia miała wadę, była biedna. Kiedy Władzia już zaczęła się przymierzać do staropanieństwa na wiejskiej potańcówce poznała Józefa. Józef pochodził z sąsiedniej wsi i był znany w całej okolicy, bo miał fantazję nijak nieprzystającą do zaścianka, w którym żył. Grał w karty na pieniądze, pił wódkę szklankami, na wiejskich zabawach obtańcowywał wszystkie panny i prał po gębach niezadowolonych kawalerów. Gdy zainteresował się Władzią ta z miejsca się w nim zakochała. Nie mogła się doczekać, kiedy Józef przyjdzie z wódką do rodziców, żeby prosić o jej rękę. Józef też się niecierpliwił, chociaż z innego powodu. Przyzwyczajony do obracania dziewczyn po wiejskich zabawach z trudem radził sobie z niepozorną Władzią, która dziwnie pilnowała wianka. Raz wydawała się być chętna, żeby za chwilę uciec albo dać Józefowi po gębie. Głupiał chłop od tego i w końcu przystał na ożenek. Wesele nie było duże, bo rodzice panny młodej nie mieli pieniędzy zaś teściowie niechętnie przyjęli wybór syna. Chociaż synowa im się nie podobała, to skutecznie sprzeciwić się nie mogli, bo Józef przyzwyczaił wszystkich, że zawsze robił co chciał. Stanęło więc na tym, że dali synowi kilka morgów ziemi i miejsce w rozwalającej się chałupie po dziadkach. Władzia przeprowadziła się do wioski męża i zaczęła pracować na polepszenie bytu. Od rana do nocy pracowała na gospodarce, a w nocy zajmowała się tkaniem albo szyciem. Bardzo chciała mieć lepiej niż za panieńskich czasów, więc nie oszczędzała się przy robocie. Powoli remontowała swój nowy dom, co wprawiało w zdziwienie wiejską społeczność. Baba łatająca dziury w dachu, murująca komin, naprawiająca drzwi, to nie był codzienny widok, ale Władzia nie miała wyboru, bo z męża nie miała wielkiego pożytku.
Józef, który bardzo nie lubił swojego teścia, szybko poszedł w jego ślady. Zrobił Władzi dwóch synów i na tym poprzestał jeżeli chodzi o męskie zajęcia. Wrócił też do kawalerskiego życia i Władzia ani wojna mu w tym nie przeszkadzały. Nawet jak chwilowo nie grał, nie pił i nie spotykał się po opłotkach z jakąś panną, to wystrojony w garnitur i pod krawatem przechadzał się po wsi zamiast wziąć się za robotę. A Władzia obrabiała gospodarkę i spłacała karciane długi, które jej mąż zaciągał u różnych ciemnych typów z pobliskiego miasta. Bo trzeba powiedzieć, że Józefowi karta czasem nie szła, ale jako honorowy człowiek długi spłacał zawsze. A to, że kosztem żony i synów, to już insza inszość.
- Władka ty nie brechaj, bo to wszystko przez ciebie. Ja ciebie kocham to i karta mi nie idzie. A ty by nie chciała mieć chłopa bandyty, co to honoru nima, to i długi płacić musisz - mówił, gdy Władzia się buntowała i próbowała go rozliczać.
No, to Władzia płaciła. Tym prędzej, że wierzyciele nie byli zbyt ugodowi.
- Jak Józwowa nie zapłaci, to chałupe z dymem puścim i wyrówna się długi - grozili. Biedna kobiecina była w potrzasku. 

Początek lat 40 ubiegłego wieku to nie były czasy popularności rozwodów, a już na wsi zwłaszcza. Kobieta bez męża była nikim, więc jak się wydała za łobuza, to musiała się męczyć do grobowej deski. Jak jeszcze przyszła na gospodarkę męża, to w ogóle nie miała prawa głosu. Władzia po rodzicach dostała niewielką spłatę i ciężką pracą odrobiła już dawno zaległy posag, ale to nie miało żadnego znaczenia ani w oczach męża, ani teściów.
Jednak Władzia do potulnych nie należała, więc próbowała walczyć o swoje.
- Krzyczała ja na niego ile sił w płucach, żeby cała wieś słyszała, jak baba Józwa obsobacza, bo on bardzo tego nie lubił. Ale uciekał z chałupy i już miał spokój. Groziła ja, że go z domu wygonie, ale to też na próżno - opowiadała.
- Co ty durna babo mnie strachasz, jak ty sobie beze mnie poradzisz? - mówił i dalej robił co chciał.

Ale Władzia nie załamywała rąk tylko w kolejnym etapie negocjacji z mężem przeszła do rękoczynów. Józef był wysokim mężczyzną i mocno zbudowanym, a Władzia malutka i przez ciężką robotę wymizerowana, ale nie ustępowała mu pola.
Tak mi opowiadała, jak to pierwszy raz odważyła się dać mężowi po gębie. 

- To było tego dnia, gdy dowiedziała sie ja, że bez mojej wiedzy sprzedał prosiaka. Krzyczała ja, robiła mu wymówki i wszystko jak grochem o ścianę. Na koniec, jak zwykle, wziął kapelusz z kołka i w drzwi, żeby pójść na wieś na wódkę albo karty.
- Nigdzie nie pójdziesz pijusie. Nie będziesz przepijał pieniędzy za prosiaka - krzyknęła ja.
- Akurat się ciebie bede pytał. Ide bo chce. I co mi zrobisz? - odpowiedział on.
- No, to dziecko, nie wytrzymałam.  Za duży był, żeby zdzielić go w mordę, to kopnęłam go najpierw w kolano i jak się schylił do kolana, to dopiero zdzieliłam go w mordę.
- I nie bała się babcia? - spytałam.
- A co tu się bać? Dziecko jak trza dać w morde, to trza, nie ma co za dużo myśleć. - Inna rzecz, że potem oddawał, no to musowo się było bić na spółke. Dlatego zawsze ja miała coś pod ręką i ustawiała się bliży drzwi. Ale jak zobaczyła, że tak se gęby obijamy i nic to nie daje, to musiała to skończyć raz na zawsze. Po dobroci nie chciał sie wynieść z chałupy, żeby dłużniki nie przychodziły, to musiała go przepędzić inaczej. Kiedy pokłóciliśwa się o następne długi, to było akurat na podwórku. To ja złapała wiaderko, w którym było trochę śruty i zaczęła tym wiaderkiem go okładać. Wiaderko ciężkie, ale ja taka zła była, że miała siłe. To on zaczoł uciekać, a jak on ucieka to ja gonie. I tak my wylecieli na wieś, kawał wsi my przelecieli, bo on sie ze mną drażnił. Ludzie się śmiali, że Józef przed babą ucieka. To ja stanęła na środku wsi i zaczęła się śmiać z niemi. - No widzita ludzie, uciek mi z chałupy i ja tak się zgoniła. Normalnie to w izbie mu morde obijam, a teraz mi ucik - krzyknęłam.
- Widzisz dziecko, on po takim czymś to już musiał mnie rzucić i z chałupy sie wynieść, bo co jak co, ale honorny był. To nie mógł pozwolić, żeby baba go ośmieszała. I miałam wreszcie spokój. Potem jakaś baba go wzieła na stałe – skończyła opowieść babcia Władzia.

No i miała spokój, dużo roboty i dwóch małych synów. A Józef rzeczywiście nie wrócił, bo najpierw chciał dać żonie lekcję i przeniósł się do miasta, a potem przyzwyczaił się, że żyje całkiem jak chce. Kilka lat później Władzia znalazła sobie pomocnika do gospodarstwa. To był mężczyzna, który wrócił do kraju z wojennej tułaczki i nie miał gdzie się podziać. I tak najpierw zajął się pomocą w gospodarstwie, a potem zajął się też Władzią. Józef dotknięty do żywego wiarołomstwem żony znalazł sobie kolejną kobietę, która koniecznie chciała za niego wyjść za mąż. Dlatego rozwiódł się z Władzią i ponownie ożenił. Władzia została rozwódką, ale za mąż drugi raz wyjść nie chciała. Nie przeszkadzało jej, że wieś ciągle się gorszyła, że obcego chłopa pod pierzyną trzyma. Zapytałam ją, dlaczego nie chciała wyjść za mężczyznę, z którym przeżyła kilka lat, który był dobry dla niej i jej synów.
- Dziecko, żeby z chłopem być nie potrzeba ksiendza. To ja w niewole drugi raz nie poszła. Ja prosta baba jestem, ale swój rozum mam - odpowiedziała.
I tak chcąc nie chcąc Władzia zapoczątkowała we wsi lubelskiej feminizm.

 
I na dzisiaj to by było na tyle.

 

Rysunek złowiony w sieci, bo zdjęcia Babci Władzi nie mogłam zamieścić. 

16 komentarzy:

  1. Pięknie rozegrane, niby wyrzuciła, a jednak sam uciekł. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Władzia była nie tylko mądra, była też sprytna.

      Usuń
  2. Brawo Władzia, takie historie podbudowują wiarę w zdrowy rozsądek i siłę kobiet!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozsądku ani siły Władzi nie brakowało, ale szczęścia to ona nie miała.

      Usuń
    2. Jak wiele kobiet, niestety!

      Usuń
  3. Czasem się zastanawiam, od czego zależy, że jedne kobiety potrafią się zbuntować i zawalczyć o siebie a inne latami trwają w tragicznych, toksycznych związkach. I niech nikt mi nie wmawia, że tym, co je trzyma jest miłość do oprawcy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam pojecia, ale stawiam na strach. Strach przed samotnoscia, strach ze sobie nie poradza... co w sumie nie ma sensu bo w takim toksycznym zwiazku juz sa samotne i nie tylko radza sobie ale tez troszcza sie o oprawce w sensie zywia, opieraja...

      Usuń
    2. Moim zdaniem, tkwi się w starych układach z braku odwagi na zmianę, bo stary ból znany, a nie wiadomo jak zaboli to nowe.

      Usuń
  4. Gromkie brawa dla Babci Wladzi!!!!!!!! Takie kobiety lubie i szanuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja się bardzo cieszę, że mogłam ją poznać. Zawsze powtarzam, że mam szczęście do ludzi.

      Usuń
    2. Mówisz, że masz szczęście do ludzi... może i masz, ale przede wszystkim umiesz ich słuchać!
      A niby taka z Ciebie zołza :))))

      Usuń
    3. Szczęście do ludzi to mój największy kapitał. A wredna bywam, gdy ktoś nie daje się lubić. Długo byłam przede wszystkim grzeczna, więc teraz z zapałem neofity ćwiczę się w byciu wrednym dla wrednych.

      Usuń
  5. Epicka hostoria:) Babcia Wladzia jest moja idolka👍

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To na pewno spodoba Ci się historia, jak Władzia wspierała swoje synowe.

      Usuń
  6. Jak dobrze, że trochę się postrzeganie rozwodów zmieniło, bo pewnie nie każda kobieta miała w sobie tyle siły, co Władzia i wiele cierpiało w milczeniu. Zresztą, choć niby mamy już XXIw, to gdzieniegdzie wciąż znajdą się jeszcze ludzie z mentalnością jak ówcześni mieszkańcy wsi ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozwód był traktowany jak piętno, więc wiele kobiet bało się coś zmienić. Ja tam uważam, ze dobry rozwód jest lepszy niż byle jaki ślub. Teraz wiele par żyje bez ślubu, bo tak im wygodniej. Władzia też kilkadziesiąt lat przeżyła ze swoim niemężem bez ślubu, ale ona nie bała się etykietki bezbożnej i puszczalskiej

    OdpowiedzUsuń