Obejrzałam wiadomości i ogarnął mnie smutek. Na całym świecie coraz większy chaos. Ewolucja jako najlepszy sposób rozwoju nie sprawdza się, bo do władzy zbyt często dochodzą ludzie o robaczywych duszach. Wczoraj życie zakończył jeden z nich Muammar Kadafi, paskudny typ, który przez 42 lata niszczył życie swoje, swojego narodu i wszystkich innych, którzy stanęli mu na drodze.
Obejrzałam migawki zdjęć zrobionych telefonem komórkowym, które pokazują moment ujęcia Kadafiego przez partyzantów. Na tych zdjęciach był już tylko pokrwawionym, przerażonym człowiekiem, który ukrywał się w kanale. Zrobiło mi się bardzo przykro. Zasłużył sobie na gniew i nienawiść, zasłużył na to, co go spotkało, ale czy świat będzie od tego lepszy, że uciśnieni wiwatują nad truchłem pokonanego. Wątpię.
Czy może być coś bardziej symbolicznego niż to, że dyktator skończył swoje życie w kanale ściekowym? Chyba nie, ale Kadafii nie był przecież pierwszym, którego spotkał taki koniec i boję się, że nie będzie ostatnim. Może wśród tych, którzy cieszyli się z upodlenia i śmierci Kadafiego, był kolejny kandydat na tyrana. To niestety nie jest wykluczone. Nienawiść jest bronią, która zabija nie tylko tego, w którego jest wymierzona, rykoszetem zabija wielu innych.
Nie ma co smędzić, pora zająć się sobą. Dzięki Bogu nie wszystkie tragedie świata dotyczą mnie osobiście. W moim życiu nie ma miejsca na nienawiść, więc mam się czym cieszyć. Rozpogodziło się, więc zbieram manatki i idę oglądać jesienne pejzaże. Przy okazji zrobię zakupy i rozruszam kości.
Jestem kobietą, która ma już życia popołudnie, ale starość ignoruję na ile się da. Tytuł bloga odnosi się do tego, że jeżeli popatrzymy na życie jak na górę, to ja już schodzę ze swojej góry, a kto chodził po górach wie, że schodzi się trudniej. Jednak smęcę umiarkowanie, bo wolę się śmiać. A że potrafię się śmiać również z siebie to powodów do śmiechu mi nie brakuje. Na blogu piszę o swoich i nie swoich potyczkach z życiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz