Szukaj na tym blogu

środa, 16 lutego 2011

Prawdziwa historia z cyklu lekarz i baba

Historia prawdziwa - niestety

W nocy przyjęli na porodówkę młodą kobietę, której zaczęły odchodzić wody. Całą noc przeleżała na sali przedporodowej, ale poród się opóźniał. Ponieważ do planowego terminu były jeszcze prawie trzy tygodnie, więc rano kobietę przeniesiono na oddział patologii ciąży.

Tam zrobiono badania, ale przyszłej matki nikt nie poinformował, jaki jest stan jej i dziecka. Kobieta przez cały dzień próbowała się dowiedzieć od personelu szpitalnego co będą z nią robić. Pielęgniarki odsyłały ją do lekarzy a lekarze byli nieuchwytni. Kobieta była coraz bardziej niespokojna. Pomimo pobytu w szpitalu nie czuła się bezpiecznie, bała się o życie dziecka. Czekała cierpliwie na wieczorny obchód i miała nadzieję, ze czegoś w końcu się dowie.

Rzeczywiście wieczorem przyszedł lekarz, który miał nocny dyżur, stanął w progu sali, omiótł wzrokiem leżące na łóżkach pacjentki i powiedział.
- To u pań wszystko w porządku.
I nie czekając na odpowiedź, odwrócił się żeby wyjść.
- Panie doktorze, a co ze mną? Jak moje wyniki - zapytała kobieta.
Pan doktor odwrócił głowę, spojrzał na ciężarną.
- Ja pani nie znam - odpowiedział i ruszył na korytarz.
- Panie doktorze... - nie ustępowała- co ze mną...
Pan doktor spojrzał zdziwiony, jakby zaczepił go ufoludek, a nie pacjentka.
- Ale ja pani nie znam. Niech pani pyta swojego lekarza - powiedział poirytowany i wyszedł.

Co było dalej? Nic nadzwyczajnego. Kobieta przez całą noc przesiedziała zdenerwowana, bo nie miała zaszczytu być przedstawiona panu doktorowi. Zabrakło jej odwagi, żeby coś zrobić, bo czuła, że leczą ją z łaski. Przecież NFZ i Dyrekcja za mało płacą panu doktorowi, żeby zajmował się obcymi ludźmi.

Gdyby pan doktor był człowiekiem dobrze wychowanym człowiekiem i odpowiedzialnym lekarzem, to sytuacja mogła wyglądać tak.
- Przepraszam, ale nie znam pani przypadku. Proszę przyjść po obchodzie do gabinetu, sprawdzę pani kartę i porozmawiamy.

Jednak panu doktorowi bardzo brakowało obowiązkowości, przyzwoitości i dobrego wychowania, więc było jak było. Gdyby na mnie trafiło, to pomogłabym panu doktorowi. Ludziom trzeba pomagać. W domu wychowali pana doktora na prostaka, na uczelni nauczyli go tylko fachu, więc jakieś bezpłatne korepetycje mu się należą.

Ciąg dalszy:

- Ja pani nie znam - odpowiedział i ruszył na korytarz.
- Dobry wieczór Panu. Nazywam się Barbara Serwin. Czy teraz już może mi Pan powiedzieć jakie mam wyniki, co ustalono w mojej sprawie?

W przypadku gdyby pan doktor dalej obstawał przy swoim, usłyszałby ode mnie, że na znajomości z nim mi nie zależy, a na zdrowiu i owszem, więc czekam na informacje. I żadnej łaski mi nie robi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz