Szukaj na tym blogu

czwartek, 10 lutego 2011

Połowicznie szczęśliwa

Na myśl o dzisiejszym dniu mam mieszane uczucia. Przed południem dostałam miłą wiadomość i cała byłam szczęśliwa. Wieczorem nastrój mi siadł. Przytłoczyły mnie informacje o działaniu mojej ulubionej służby zdrowia, która tak służy, żeby jak najszybciej nie miała komu służyć. I wcale nie o to chodzi, że wszystkich uzdrowi. Wprost przeciwnie, chorzy nie będą się leczyć, tylko grzecznie powymierają a zdrowi będą pracować i odprowadzać składki na NFZ. I co? Prawda że fajnie sobie urzędnicy wymyślili. Po co chorować? Tylko się człowiek męczy. Z człowiekiem się męczą. A tak, natura przesieje. Zdrowi do roboty, umarlaki do ziemi, politycy do rządu nierządem. Proste rozwiązania są najlepsze.

Tak mi się przypomniało, jak raz zapytano Hemingwaya, co to jest szczęście. „Szczęście - to dobre zdrowie i słaba pamięć”, odpowiedział pisarz.
Fajnie, jeden warunek szczęścia już mam – słabą pamięć. Na dobre zdrowie chyba za późno, więc na złość NFZ będę musiała jakoś obejść ten drugi warunek szczęścia. Znam przecież paru ludzi, którzy mają zdrowie a nie są szczęśliwi. Dlatego stoję na stanowisku (kiedyś stanie na stanowisku było w modzie), że lepiej mieć połowę szczęścia niż całe nieszczęście. „I to by było na tyle”, jak mawiał mój ulubiony J.T. Stanisławski, który „Zezem” świetnie widział idiotyzm naszego polskiego życia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz