Szukaj na tym blogu

wtorek, 17 marca 2015

Uff, ale romantycznie...




















No, może nie aż tak bardzo, jak na powyższym obrazku, bo ja bez papilotów, Ślubny bez piwa, kota (przynajmniej tego zewnętrznego) nie posiadamy, ale... reszta się zgadza. Spokojnie, pogodnie, wespół w zespół oglądaliśmy dziś wieczorem telewizję.

I wiecie co, fajnie było. Chyba głupieję, ludzie kochane... A może jednak nie... 


obrazek złowiony w sieci

piątek, 13 marca 2015

Poczytajmy o tym, co warto mówić innym



















Poranny przegląd prasy często zaczynam od portalu „na:temat”. Dzisiaj znalazłam tam ciekawy tekst pt. „12 rzeczy, które warto mówić innym” autorstwa Mateusza Grzesiaka. Przeczytałam i podpisuję się pod treścią wpisu obiema łapkami, bo rady w nim zawarte wcielam w życie od dawna. Ponieważ tekst jest warty zapamiętania i godny polecenia, więc kopiuję go na bloga i zachęcam do lektury. A teraz oddalam się, żeby czytać kodeksy, bo znowu za adwokata cholera będę robić i cieszę się tym jak pies pchłami, ale na ten temat rozwinę się innym razem.
 
* * *

12 rzeczy, które warto mówić innym

Ile z tego, co widać na zewnątrz, jest ukryte pod spodem? Naukowcy z programu Ants: Nature’s Secret Power wlali do mrowiska cement, by sprawdzić rzeczywisty jego rozmiar. Okazało się, że kolonia mrówek znajdowała się ok. 8 metrów pod ziemią na obszarze blisko 50 metrów kwadratowych (rozmiar 2-pokojowego mieszkania). Z kolei zasięg korzeni niektórych krzewów przekracza 10-krotnie zasięg korony, a jeden z największych budynków na świecie, 452-metrowe Petronas Towers w Kuala Lumpur, jest wspierany aż przez 104 kolumny o długościach nawet 114 metrów. W słynnej metaforze góry lodowej Zygmunta Freuda widzimy szczyt góry wystający nad powierzchnię wody, nie zdając sobie sprawy ani z rzeczywistego rozmiaru całości, ani z tego, jak głęboko ta góra sięga.

Tak samo jest z ludzkimi zachowaniami i niewidzialnymi motywacjami, z których wypływają te zachowania. Słyszymy więc często typowe słowa i zdania: „cześć”, „przepraszam”, „dzień dobry”, „jesteś fajny”, „zmień się” itd. i nadajemy im określone znaczenia. Podobnie na poziomie niewerbalnym mamy do czynienia z zupełnie normalnymi gestami czy ruchami, biorąc za pewnik, co oznacza dany uśmiech, mrugnięcie okiem albo uniesienie kciuka do góry. To, czego jednak zobaczyć nie możemy, to powód, dla którego ktoś się uśmiecha. Czy się boi i nerwowo zaciska zęby? Jest wprawnym manipulatorem, korzystającym z socjotechnik? Jest chwilowo szczęśliwy albo ma takie usposobienie? A jeśli przeprasza, to dlatego, że naprawdę ma wyrzuty sumienia czy jest tylko politycznie poprawny? I choć istnieją społeczne reguły gry mówiące o tym, że przepraszanie jest dobre, a przeklinanie złe, to przede wszystkim własna interpretacja intencji naszego rozmówcy nadaje określone znaczenie jego komunikacji.

Tutaj pojawia się wyzwanie. Po pierwsze, intencje są niewidzialne i jeśli nie dopytamy o nie, to nie będziemy wiedzieć, dlaczego to akurat mówi lub robi druga strona. Może mąż krzyczy na żonę, bo nie umie inaczej wyrażać zakłopotania? Po drugie, społeczeństwo, w którym żyjemy, narzuca nam określony sposób rozumienia danego słowa czy gestu, np. wyraz curva w języku hiszpańskim oznacza zakręt (a w językach słowiańskich coś zupełnie innego). Kciuk połączony z palcem wskazującym wcale nie oznacza w Turcji „OK”, ale mężczyznę homoseksualnego. Po trzecie wreszcie, mamy tendencję do stałego definiowania określonych zachowań, zapominając o tym, że ich znaczenie zależy właśnie od kontekstu i intencji. I dlatego świadomość, co kryje się pod spodem przekazu komunikacyjnego, ma kluczowe znaczenie dla jego skuteczności, a ta niewidzialna intencja decyduje o sposobie rozumienia Twych słów i zachowań przez odbiorcę.

Poniżej znajdziesz 12 krótkich zdań, które warto mówić ludziom, bo z całą pewnością chcą je usłyszeć. Ich wartość nie leży jedynie w samej mocy słów – jest ukryta w intencji, z którą je wypowiadasz. I to nią właśnie się kieruj, pozytywnie wpływając na swoje otoczenie.

1. „Świetnie to zrobiłeś”
Pozytywne wsparcie w polskiej kulturze, w której 80% ankietowanych systematycznie przeklina, hejting stanowi niemalże zasadę internetowej komunikacji, a poziom zaufania ludzi do siebie jest jednym z najniższych na świecie (jedynie 12% Polaków zgadza się ze stwierdzeniem, iż większości ludzi można ufać; w Danii – 66%), świadomy i pozytywny feedback jest towarem szczególnie poszukiwanym. Entuzjastyczne, optymistyczne wsparcie pochwałą, uśmiechem czy prozaicznym przybiciem piątki wyraża uznanie dla czyjegoś osiągnięcia. Pokazuje przyjacielskie wsparcie, oducza zawiści, ukierunkowuje nagradzany mózg na kontynuowanie chwalonego zachowania. Nie omieszkaj każdego dnia zauważać u siebie, swoich bliskich i w pracy takich działań, które podsumujesz szczerym „Świetnie to zrobiłeś”.

2. „Wiem, że stać cię na więcej”

W psychologii istnieje kilka praw opisujących zależność wyniku od nastawienia nauczyciela (lidera, szefa). Efekt Rosenthala pokazuje, że ludzie chcą spełniać oczekiwania w nich pokładane – jeśli więc lider wierzy, że jego podopieczny może mieć lepszy wynik, podświadomie będą obaj do tego zmierzali – zarówno on jako prowadzący, jak i jego podopieczny (by nie zawieść nadziei w nim pokładanych).
Drugim prawem jest efekt Galatei – jeśli mamy pozytywne oczekiwania w stosunku do ludzi, to nawet mimo niesprzyjających warunków zaczynają się oni zgodnie z nimi zachowywać. Jego przeciwieństwem jest efekt Golema – ludzie zaczynają się zachowywać zgodnie z negatywnymi oczekiwaniami, nawet jeśli kontekst tego nie wymaga (np. pracownicy gorzej pracują, bo szef im wmawia, że się nie uda). Dlatego śmiało, w oparciu o optymistyczny zdrowy rozsądek, oczekuj postępów od swojego zespołu: „Wiem, że stać cię na więcej”.

3. „Wiem, że sobie poradzisz”
Nawet najtwardsi z najtwardszych mają momenty zwątpienia i gorsze chwile. Bo oczekiwany kontrakt nie wypalił, bo ważny pracownik zawiódł, bo dostawcy się spóźniają. W takich momentach potrzeba wsparcia. Ale nie tylko merytorycznego, czyli wiedzy o tym, jak rozwiązać dany problem – chodzi o wsparcie emocjonalne. O przekonanie, że nie jest się samemu w kłopotach. O zaufanie, że jest się razem na dobre i na złe. O wsparcie, którego wartość jest wprost proporcjonalna do obaw i innych negatywnych emocji związanych z przejściowym „dołkiem”. Bo wtedy właśnie mięsień cierpliwości i wytrzymałości jest testowany i dobrze jest usłyszeć od kogoś, że sobie poradzimy.

4. „Jak to proponujesz rozwiązać?”

Analityków diagnozujących problemy wśród pracowników nie brakuje – każdy doskonale wie, co nie działa. Ale sama diagnoza nie likwiduje choroby. Bez konstruktywnego znajdywania rozwiązań staje się narzekactwem, marudzeniem i prowadzi do utraty sprawczości, oddając kontrolę zewnętrznym okolicznościom. Kluczowe w takiej sytuacji staje się nauczenie nawykowego szukania rozwiązań, najlepiej minimum trzech. Dzięki temu diagnoza spełni swoją analityczną funkcję, a propozycje rozwiązań stworzą więcej opcji na przyszłość. Drugorzędna jest ich merytoryczna przydatność, bo ta przychodzi wraz z doświadczeniem; chodzi znacznie bardziej o naukę nawyków konstruktywnego myślenia, które z czasem będzie wypełniać się lepszą treścią.

5. „Przepraszam, myliłem się”

Przyznanie się do błędu nie jest oznaką słabości, ale siły. Zauważenie własnego przejawu głupoty jest przejawem mądrości, a okazanie wstydu – dowodem na odwagę. Lider, który poza dokonaniami merytorycznymi i uznaniem za wyniki potrafi także być ludzki, zdobędzie swój zespół sercem, a za sercem idzie się bardziej niż za pieniędzmi. Lider łączący siłę z wrażliwością jest człowiekiem przyszłości, bo jego własne zdanie i asertywność w jego bronieniu wraz z empatyczną otwartością na drugiego człowieka daje dostęp do większej ilości zasobów. Dlatego jeśli zdarzy ci się pomylić, nie unikaj konfrontacji ze swoją ludzką, nieidealną częścią: spójrz innym w oczy i przyznaj się do błędu. Zostanie to docenione.

6. „To będzie dobry dzień” i „Dzięki za dzisiaj”


Zgodnie z efektem pierwszeństwa mózg najlepiej zapamiętuje to, z czym miał do czynienia na początku, a idąc za efektem świeżości – także z tym, z czym zetknął się na końcu. Innymi słowy, kluczowe jest to, jak zaczynasz i jak kończysz, bo na tym skupią się Twoi ludzie. Jeśli więc wychodzisz z domu, mocno ucałuj rodzinę na pożegnanie, a po powrocie witaj się w równie ciepły sposób. Wchodząc do biura, powitaj wszystkich entuzjastycznie i rzuć motywacyjne: „To będzie dobry dzień”, a wychodząc, koniecznie podziękuj za udany dzień. Ta wdzięczność uwolni w ciele produkcję przeciwciał (wszyscy będą zdrowsi) i da zastrzyk endorfin (poczucie szczęścia). Najnowsze badania pokazują, że pracownicy nastawieni na szczęście przynoszą do firmy więcej pieniędzy niż ci, którzy chcą jedynie wyników.
7. „Kocham cię”
 Świadomość własnych potrzeb fizjologicznych i finansowych jest powszechna. A miłości? Bez niej dzieci chorują, dorośli wpadają w depresję lub nawet popełniają samobójstwa. I choć polskie społeczeństwo wyszło już z zabijających wrażliwość przekonań typu „prawdziwi mężczyźni nie płaczą”, to wciąż przeciętny Jan Kowalski nie jest świadomy tego, jak brać i jak dawać miłość. Daje ją więc tak, jak sam otrzymywał ją w dzieciństwie, czego nie rozumie mający inne doświadczenia partner. Skoro moja żona mi o tym nie mówi, to znaczy, że w ogóle nie widzi, jak bardzo poświęcam się rodzinie (żona uważa, że sam fakt bycia z nim już to oznacza). Skoro mój mąż nie zauważył, że byłam u fryzjera, to znaczy, że już go nie interesuję (mąż uważa, że dbanie o rodzinę jest oznaką miłości). Skoro mój tata ciężko pracuje i nie ma dla mnie czasu, to dlatego, że nie jestem dla niego ważny (tata okazuje miłość, ciężko pracując). Skoro szef tylko mnie krytykuje, to coś jest ze mną nie tak (szef w taki sposób rozumie okazywanie wiary w potencjał pracownika).
I choć w pracy zaspokajanie potrzeby miłości sprowadza się raczej tylko do uśmiechu i komentarza „świetna robota”, to jednak w rodzinie „kocham cię” powinno być równie popularne co „jestem głodny”. A często nie jest.

8. „Nie mam ochoty” 
Widać ich wszędzie. W parkach, gdy idą ze spuszczoną głową, a myślami są zupełnie gdzie indziej, bo poszli na spacer, na który nie mieli ochoty. W kawiarniach, gdzie siedzą ze wzrokiem utkwionym w telefonie, bo wyszli na randkę bez chęci na nią. Towarzyszą nieobecnym spojrzeniem dziecku w piaskownicy, mając poczucie straty czasu, bo nie stworzyli własnego modelu na bycie tatą i chcą robić to, co robią lubiące to mamy. W sylwestra piją alkohol, bo wypada się napić, choć krzywią się z niesmaku, albo palą papierosy w gimnazjum, bo chcą pokazać dorosłość. Uprawiają seks, wyjątkowo nudny, bo akurat tego dnia nie powiedzieli „nie mam ochoty”. A ochota jest właśnie tym niewidzialnym powodem, który da radość ze spaceru i świeżego powietrza. Który zapala do rozmowy przy kawie. Daje radość z zabawy z dzieckiem i wczuwania się w jego potrzeby. Pozwala zrobić toast niegazowaną wodą, rozmawiać z palaczami bez zaciągania dymka, pójść spać po daniu krótkiego pocałunku bez wyrzutów sumienia. Bardziej przykre jest oszukiwanie siebie i kogoś w imię bycia miłym niż uczciwe przedstawienie swojej motywacji.

9. „Plan jest następujący”
Poczucie bezpieczeństwa bezpośrednio wiąże się z możliwością wpływania na przebieg zdarzeń. Jeśli dodać do tego psychologiczny fakt, że jednym z największych ludzkich lęków jest lęk przed nieznanym, słowa „plan jest następujący” stają się ważnym narzędziem eliminowania niepewności. Im więcej można przewidzieć, tym większe poczucie kontroli. Na lotnisku amerykańskim oficer TSA w przypadku kontroli osobistej przed jej rozpoczęciem musi powiedzieć pasażerowi, co zrobi krok po kroku i w jakim celu. Wizyta w gabinecie lekarskim będzie łatwiejsza dla pacjenta znającego kolejność procedur, a pracownik opowiadający o etapach rozwiązania problemu uspokoi stargane nerwy szefa. Nawet telemarketer dzwoniący do klienta byłby skuteczniejszy, gdyby zamiast pytania o czas na rozmowę skonkretyzował komunikat i poprosił o dwie minuty. Przewidywalność daje poczucie bezpieczeństwa.

10. „Jak mogę pomóc?”
 
Pomaganie innym, poza oczywistymi kwestiami altruizmu i lepszego samopoczucia, ma dodatkowe korzyści. Zasada wzajemności nakazuje zrewanżować się pomocą temu, kto jej udzielił. Teorie wymiany w psychologii, choć ograniczające relacje międzyludzkie do wartości materialnych, podkreślają społeczną opłacalność pomagania. Bycie pomocnym motywuje samego dającego (a w momencie obdarowywania organizm podnosi poziom endorfin – hormonu szczęścia) i wywołuje uczucie wdzięczności u obdarowywanego. Pozwala szybciej piąć się po szczeblach kariery, bo pomaga organizacji rozwiązywać problemy. Buduje przedsiębiorcze, proaktywnie podejście do życia kształtujące docelową rzeczywistość i konfrontuje się z problemami, zamiast od nich uciekać. Warto więc pytać, jak można pomóc.

11. „Dowiem się”

Oto strategia pracownika, który nie wie, jak odpowiedzieć na pytanie szefa: użyć słów „dowiem się”. Jest skuteczna, bo prowadzi do aktywnego działania i gwarantuje szukanie rozwiązań. Odpowiedź „nie wiem” ma charakter diagnostyczny i opisuje istniejący stan rzeczy bez dokonywania w nim zmian. Jeśli do „nie wiem” doda się brak zainteresowania, powstanie: „to nie moja sprawa”, które odbiera sprawczość, pokazuje brak zaangażowania, odbiera nadzieję na uzyskanie pomocy. Tytułowe wyrażenie skłania do szukania rozwiązań, daje kontrolę nad sytuacją, wyznacza cel, umożliwia podjęcie działania. Pozwala też uniknąć kojarzonego w niektórych społeczeństwach (np. polskim, ale nie amerykańskim) poczucia wstydu związanego z niewiedzą.

12. „Dziękuję” i „Proszę bardzo”

Szczęście definiuje się jako umiejętność cieszenia się tym, co się ma. W trendzie wszechobecnego sukcesu, skupionego na „byciu kimś lepszym” i „posiadaniu więcej”, nie ma miejsca na zauważanie tego, jak wiele już się ma. A warto – badania wykazały (prof. Robert Emmons z University of California, Davis), że wdzięczność pobudza mózg do wydzielania hormonów szczęścia. Zamiast śrubować poziomy, od których zaczyna się dziękować, warto wrócić do najważniejszych fundamentów – zdrowia, rodziny, przyjaciół, pracy. I traktować nawet mniej istotne zachowania jako przejaw dobroci, kwitując je właśnie krótkim „dziękuję”.

Dlatego dziękuję ci, Drogi Czytelniku, że dotarłeś do końca tego artykułu. Zapraszam cię do kolejnych, które – jak zawsze – z chęcią napiszę, wierząc, że okażą się pomocne.
Wszystkiego najlepszego :-)

 obrazek złowiony w sieci

czwartek, 12 marca 2015

Niestety



Zadzwoniłam, odebrała, chwilę rozmawiałyśmy, właściwie to ja gadałam, bo jej się nie chce nawet nic mówić. Znam ten ten stan, kiedy jest się tak zmęczonym życiem, że nie ma się siły podnieść głowy. I nie chce się słuchać dobrych rad, szczególnie od tych, którzy mówią: weź się w garść. A tu nie ma się wystarczająco dużej garści, żeby móc pozbierać w nią ogrom wciągającej jak bagno beznadziei. I co wtedy? Każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Czy na przekór wszystkiemu zdobędzie się na wysiłek, żeby podnieść głowę, spojrzeć w niebo i uwierzyć, że tam jest gdzieś słońce, nawet jeżeli w tej chwili zakryte czarnymi chmurami, czy zostanie tam gdzie jest. Niestety, często najtrudniej jest uwierzyć, że mamy jeszcze jakikolwiek wybór, postawić sobie cel, choćby najmniejszy. Przykro mi, bo wiem jakie to trudne, bo w niczym nie mogę pomóc.

obrazek złowiony w sieci

poniedziałek, 9 marca 2015

Wywiad z Krzysztofem Pieczyńskim





















Przeczytałam wywiad z Krzysztofem Pieczyńskim (tu) i nie wiem co o tym myśleć. Próbując zrozumieć, wciąż pozostaję „zmieszana nie wstrząśnięta”, albowiem, ponieważ, gdyż...

Z jednej strony, nie sposób nie przyznać aktorowi racji, że Kościół jako instytucja ma ma dużo za dużo na sumieniu i powinien mocno uderzyć się w piersi. Ale, z drugiej strony, chrześcijaństwo, jako przyczyna całego zła na świecie? No, chyba jednak nie. 

I jeszcze to demonizowanie przez Pieczyńskiego roli symboli religijnych... jak dla mnie, jakieś to nawiedzone, fanatyczne.

Kościółkowi, zwani popularnie moherowymi beretami, winszują sobie krzyża w każdym miejscu, gardłują za obecnością Kościoła w każdym aspekcie życia społecznego (nawet tego pod kołdrą) a stojący w opozycji Pieczyński, z hipokryzją i świętoszkowatością godną najbardziej przebiegłego jezuity, stwierdza, że nie narzuca się ze swoimi poglądami, niczego nie chce wymuszać, ale... wszelkie symbole i przejawy religijności chce zamknąć na dobre za drzwiami kościoła, bo w innym wypadku czuje się atakowany, nawet bardzo.

A mi nie pasuje ani to ani tamto. Chociaż... w sposobie wyrażania swoich poglądów Pieczyński jest mi o niebo bliższy od prawdziwego katolika okładającego niewiernych różańcem po plecach. Wywiad zapisałam, bo mimo wszystko ciekawy i jeszcze do niego wrócę. 

obrazek złowiony w sieci

Świętowałam...



Mój wnuk miał wczoraj urodziny - skończył 4 lata. Zazwyczaj przy takiej okazji oprócz życzeń pojawia się refleksja nad upływem czasu i pytanie: Kiedy to minęło? Mam szczęście, bo wiem kiedy. Sercem byłam obecna w każdym z tych 1461 dni życia mojego wnuka, fizycznie niewiele mniej. To dla mnie ogromna radość i wielki przywilej.

Dorastaj kochanie, obrastaj w piórka, żebyś miał z czego zrobić skrzydła – powiedziałam, składając Danielowi urodzinowe życzenia. A sobie życzyłam czasu, żebym mogła jak najdłużej być obecna w jego życiu.

Obchodziłam też Dzień Kobiet, a co będę sobie żałować. Dostałam kwiaty od męża i zięcia, wnuk dał buziaka i laurkę, więc czuję się doceniona. Być kobietą, to też być matką, żoną, babką, przyjaciółką; jest się z czego cieszyć, więc się cieszę, na całego i z przytupem.  Czytelniczkom tego bloga życzę również wszystkiego najmilszego. Duża buźka. 





obrazek złowiony w sieci